Był etatowym reprezentantem Polski w latach 1970-1979. Selekcjoner Kazimierz Górski mógł na niego liczyć w meczach o stawkę na turniejach olimpijskich i na mistrzostwach świata ’74 rozegranych na boiskach RFN. Po latach został trenerem i jak wspomniał w rozmowie z Jerzym Chromikiem, „To nie jest łatwa praca”. Dziennikarz Tygodnika „Sportowiec” przeprowadził wywiad „Serce za poprzeczką” z Lesławem Ćmikiewiczem pod koniec sierpnia 1988 roku. Ich dyskusja o pracy trenera i sprawach życiowych znalazła się w książce „Remanent 6. Proza ligowa”, która jest dostępna na: https://bit.ly/przemyslenia-chromik
„Zanim porozmawiamy o szczecińskiej Pogoni, powróćmy do wspomnień. Lesław Ćmikiewicz prowadził nie tak dawno zespół mistrza Polski. Rozstał się z nim dość nieoczekiwanie i… zagadkowo. Nie o wszystkim wiemy od zaraz. Sporo światła na kulisy rozstania z Górnikiem rzuciły dwa listy nadesłane z Górnego Śląska. W odstępie kilku miesięcy informowały one redakcję o metodzie załatwienia sobie ciepłej posady przez Antoniego Piechniczka. Jak dobrze pamiętamy, to właśnie ten szkoleniowiec zajął pana miejsce w Zabrzu. Nadawcy listów utrzymują, że są w posiadaniu niezbitych dowodów tajnego spotkania Waldemara Matysika, Andrzeja Pałasza i byłego selekcjonera. Ten ostatni zaproponował im pomoc przy wyjazdach zagranicznych w zamian za nagłą serię porażek drużyny w lidze, w następstwie których trener Ćmikiewicz zwolni etat. Ciekaw jestem opinii na ten temat…
Lesław Ćmikiewicz:
– Nie chcę szukać sensacji. Nie mam też zwyczaju pluć we własne gniazdo. Akurat teraz naszej piłce nie towarzyszy właściwa atmosfera. Wolałbym uniknąć pogorszenia tego stanu rzeczy, nawet jeśli miałoby to się odbyć moim kosztem. Wiem, że władze klubu rozmawiały z trenerem Piechniczkiem, zanim mnie zaangażowano. Mój pech polegał na tym, że zastałem bardzo skomplikowaną sytuację w zespole. Piłkarze reprezentacyjni, mimo moich protestów, dostali po powrocie z Meksyku dwutygodniowe urlopy. Prowadziłem właściwie zespół dublerów, który niespodziewanie dobrze spisał się w rozgrywkach Intertoto. Gdy doszli ci najważniejsi, uznani gracze, wszystko się rozsypało. Obciążenia okazały się dla reprezentantów za duże i zaczęła się czarna seria kontuzji. Tyle moich wyjaśnień, a jeśli chodzi o te listy, to słyszałem o nich w Krakowie. Nie będę tego jednak komentował.
Jerzy Chromik:
– Podjął pan kolejne wyzwanie. Szczecin nie jest ostatnio spokojnym portem. Chyba można było wybrać korzystniejszą ofertę, aby po raz kolejny podpisać listę obecności w gronie pierwszoligowych trenerów.
Lesław Ćmikiewicz:
– Nie dostrzegam niczego, co mogłoby dziwić w moim postępowaniu. Staram się unikać niekontrolowanych decyzji. Po każdej przygodzie z drużyną ekstraklasy celowo schodzę w dół. Mam dzięki temu czas na przemyślenie tego, co poza mną. Ale człowiek jest tak skonstruowany, że chce spróbować wszystkiego. W naszej ekstraklasie trener ma do czynienia z dużymi obciążeniami psychicznymi. Nie liczy się to, co włoży w robotę, nie liczy się to, co umie, a miernikiem jest suchy wynik, bez względu na to, jakimi sposobami osiągnięty. To nie jest łatwa praca, więc nie ma powodu dziwić się, że co jakiś czas uciekam od tego, a potem wracam jak bumerang.
Jerzy Chromik:
– O Lesławie Ćmikiewiczu mawia się w trenerskim światku, że nie pasuje do piłkarskiej rzeczywistości lat osiemdziesiątych, nie jest do niej przystawalny.
Lesław Ćmikiewicz:
– Nie wiem dlaczego. Myślę, że w czasach swojej kariery piłkarskiej nie różniłem się od rówieśników. Nie wydaje mi się też, aby tam ci moi koledzy byli inni od zawodników, których mam dziś pod opieką. Wymagam od nich pracy, bo kiedyś ode mnie oczekiwano tego samego. Wiem też, jakie warunki stawia współczesny futbol. Kibice, a może nawet szerzej – społeczeństwo, chce widzieć naszych piłkarzy walczących. Brak zaangażowania w trakcie gry to jeden z podstawowych zarzutów. Pragnę jednak zwrócić pana uwagę na fakt, że mnie ten stan rzeczy nie dziwi. U nas nie walczy się w domu, bo zbyt szybko pasujemy i wybieramy przeciętność. Takie wzorce podsuwają młodym piłkarzom rodzice, a potem otoczenie. Trzeba zmienić najpierw mentalność ogółu.
Jerzy Chromik:
– Podejrzewam, że nie spałby pan dłużej niż przez tydzień, gdy by ktoś przyniósł do klubu wiadomość, że Jacek Cyzio zamierza opuścić Szczecin. Mam rację?
Lesław Ćmikiewicz:
– To byłaby poważna strata. Ten piłkarz ma wyjątkową łatwość biegania, a z tym trzeba się po prostu urodzić. Zawsze podkreślałem, że o klasie gracza w osiemdziesięciu procentach decyduje głowa, a reszta to nogi. Jacek wydaje się spełniać te wymogi. Przesunąłem go z konieczności do ataku i okazało się, że chłopak jest w swoim żywiole. Cieszy mnie, że chce się pokazać, walczy i umie to robić. Koledzy to dostrzegli i nie grozi mu sytuacja, że zostanie odcięty na polu karnym od dośrodkowań i podań. Radzi sobie na boisku i tam ma charakter, więc nie obawiam się o jego czas wolny.
Jerzy Chromik:
– Czasami jednak do pełni szczęścia, do przełomu w karierze młodego piłkarza potrzebny jest odpowiedni trener. Może Lesław Ćmikiewicz jest tym szkoleniowcem, na którego czekał Jacek Cyzio?
Lesław Ćmikiewicz:
– Nie wydaje mi się, ale bardzo chciałbym, aby tak było w istocie. Zawsze podkreślam w szatni, że skoczek podejmujący próbę pokonania poprzeczki nie powinien myśleć o wysokości, na jakiej została ona zawieszona. Musi najpierw przez poprzeczkę „przerzucić” swoje serce, a wtedy stać go na czyny, które wcześniej nie mieściły mu się w głowie.
Jerzy Chromik:
– Motyw serca po raz drugi pojawia się w naszej rozmowie…
Lesław Ćmikiewicz:
– To ważne, aby dać z siebie wszystko. Dość wcześnie opuściłem dom rodzinny i brakowało mi chyba trochę ciepła. Życie mnie zahartowało, ale nigdy nie zapomniałem, że do ludzi najłatwiej trafić przez serce. Może nie do wszystkich… Trzeba jednak próbować. Po latach chcę się spotykać z moimi dawnymi podopiecznymi i za każdym razem witać się z nimi serdecznie. Pragnę, aby docenili to, że w pracę z nimi wkładam swoje serce…

O książce:
Remanent 6. Proza ligowa przenosi czytelników na stadiony lat 80., na których zacięte boje o ligowe punkty i trofea toczyły takie drużyny jak Lech Poznań, Legia Warszawa, Widzew Łódź, ŁKS, Pogoń Szczecin, Górnik Zabrze, Jagiellonia Białystok, GKS Katowice, Śląsk Wrocław, Wisła Kraków czy GKS Jastrzębie. Na krajowych boiskach brylowali wówczas Stanisław Terlecki, Jan Urban, Krzysztof Warzycha, Dariusz Dziekanowski, Mirosław Okoński, Roman Kosecki i Jacek Cyzio, a na ławkach trenerskich zasiadali m.in. Janusz Wójcik, Jerzy Engel, Leszek Jezierski, Andrzej Strejlau, Lesław Ćmikiewicz, Marcin Bochynek, Zdzisław Podedworny i Paweł Kowalski. Dzięki seriom trafnych i dociekliwych pytań doświadczony publicysta przedstawia ich takimi, jakimi byli naprawdę.
Jaki szkoleniowiec był specjalistą od zespołów przypominających porozrzucane klocki Lego? Dlaczego Orest Lenczyk twierdził, że miał dobry węch? Przed którym meczem Janusz Jojko umył przy linii bocznej ręce i twarz? Kto z polskich trenerów miał ksywkę „Napoleon”? Za co Roman Kosecki naraził się Legii Warszawa? Kogo w środowisku trenerskim nazywano „Żubrem”? I jakiej ballady Krzysztofa Daukszewicza nie znali Krzysztof Urbanowicz i Jacek Krzystolik?
Jerzy Chromik z kronikarską precyzją i literackim zmysłem odtwarza klimat tamtych lat, pełnych kontrowersji, układzików, ale także zdolnych piłkarzy, o których już zapomniano, i pechowców, takich jak np. Dariusz Kofnyt.
Najnowsza część Remanentu to lekcja pisania, patrzenia i prowadzenia rozmów z ludźmi piłki o ich marzeniach, chwilach chwały i słabościach. Jerzy Chromik przypomina w nim, że dziennikarstwo jest sztuką władania piórem, kreatywnego myślenia i uważnego patrzenia na wszystko, co dzieje się zarówno na boisku, jak i poza nim.
Książkę znajdziecie na: https://bit.ly/przemyslenia-chromik
#reklama
