Za niespełna miesiąc Kolejorz wróci do walki w europejskich pucharach. To idealny moment żebyśmy cofnęli się w czasie i powspominali to co Lech wyczyniał w Lidze Europy 16 lat temu! To jeden z tych momentów, który zapisał się w historii polskiej piłki klubowej.
SPRAWDŹ NASZ POPRZEDNI ARTYKUŁ: Wspaniały debiut Pietuszewskiego w Porto!
Początki
Świeżo upieczony mistrz Polski w sezonie 2010/11 zaczynał swoją przygodę w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów. W II rundzie eliminacji Duma Wielkopolski podejmowała azerski Inter Baku. Już wtedy ekipa prowadzona przez Jacka Zielińskiego była bliska wpadki, jednak Lech wygrał ten dwumecz po rzutach karnych (1:1, k. 9:8). Niestety po awansie do kolejnej rundy ekipa z Poznania musiała uznać wyższość Sparty Praga przegrywając oba spotkania z Czechami po 1:0. Tym samym przed awansem do Ligi Europy przed poznaniakami stał już tylko ukraiński Dnipro Dniepropietrowsk. Jedyna bramka w obu meczach zdobyta przez Manuela Arbolede w Poznaniu przypieczętowała awans Kolejorza do fazy grupowej LE.
Grupa śmierci
Żaden kibic nie oczekiwał, że to będzie łatwa przeprawa mistrza Polski w grupie. Jednak jakież zdumienie na twarzach kibiców musiał wywołać widok ekip z jakimi Lech miał się wtedy mierzyć. Juventus na czele z Alessandro Del Piero, Manchester City z Joe Hartem na bramce oraz RB Salzburg. Dla drużyny z Poznania był to najgorszy wymiar kary trafić na takie zespoły. Nikt nie miał wątpliwości – grupa śmierci.
– Wylosowaliśmy silne drużyny. Nasza grupa może nawet mocniejsza niż niektóre w Lidze Mistrzów. Z drugiej strony fajnie jest zmierzyć się z takimi rywalami. Juventus to historia światowej piłki, Manchester zresztą też. Nie mamy się czym przejmować, bo nie mamy nic do stracenia. Losowanie jeśli chodzi o same mecze. Sądzę, że na każdym z nich może zasiąść na trybunach po 45 tysięcy ludzi. – mowił po losowaniu Jacek Zieliński.
Lechici od razu byli zrzuceni do roli outsidera. Mówiono wtedy, że wyrwanie punktów z RB Salzburg będzie nienajgorszym rezultatem. Co do pozostałych rywali krytycy nie dawali Kolejorzowi żadnych szans.
Czarny koń
Pierwsze spotkanie w ramach Ligi Europy Lech rozgrywał w Turynie przeciwko drużynie Juventusu. Przewaga stadionu gospodarzy, a przede wszystkim jakość składu ekipy z Włoch mogła oznaczać deklasację. Warto przypomnieć wyjściowy skład mistrza Polski w tej rywalizacji: Kotorowski, Wojtkowiak, Djurdjević, Arboleda, Henríquez, Kikut, Krivets, Stilić, Injac, Peszko i Rudnevs. Początek meczu dla drużyny ze stolicy Wielkopolski zaczął się znakomicie. Już w 14′ minucie Artjoms Rudnevs otworzył wynik spotkania pewnie wykonując rzut karny. Po pół godzinach gry na tablicy wyników widniał już rezultat 2:0 dla Lecha. Zamieszanie w polu karnym gospodarzy wykorzystał ponownie Łotysz zdobywając dublet. Na nieszczęście gości w doliczonym czasie pierwszej połowy kontaktowego gola zdobył Giorgio Chiellini.
Druga połowa rozpoczęła się dla Lechitów niezbyt dobrze. W 50′ piłka szczęśliwie odbiła się od nogi Chielliniego po dośrodkowaniu Del Piero i wleciała do bramki. Paręnaście minut później kapitan Juventusu do asysty mógł dopisać gola po fantastycznym uderzeniu z dystansu. Minuty upływały nieubłagalnie, ale Lech nie dawał za wygraną. W doliczonym czasie gry cudownym strzałem zza 16-stki popisał się się Rudnevs strzelając tym samym hattricka, co dało Lechitom upragniony punkt. Nikt nie spodziewał się takiego rezultatu, a w kuluarach mówiło się nawet o transferze Łotysza do Starej Damy.

fot. Przemek Modliński / Radio Merkury
Kolejnym rywalem Kolejorza był Salzburg. W tym starciu drużyna Jacka Zielińskiego również zaskoczyła. Gospodarze pewnie pokonali Die Bullen 2:0 po bramkach Manuela Arboledy i Sławomira Peszko. W 3. kolejce Ligi Europy rywalem Dumy Wielkopolski był Manchester City. Kolejorz nie był w stanie podbić niebieskiej części Manchesteru. Obywatele zdecydowanie przeważali nad Lechitami co przyniosło ostatecznie wynik 3:1. Bramkę dla gości zdobył Joel Tshibamba (wtedy ex-Arka Gdynia), a całe show skradł Emmanuel Adebayor zdobywając hattricka. Na półmetku tych rozgrywek Lech zajmował drugie miejsce mając w dorobku 4 punky.
Walka o awans
Zaczęły się grupowe mecze rewanżowe. Dosyć nieoczekiwanie do mediów dotarła informacja, iż Jacek Zieliński nie jest już trenerem Kolejorza. Pomimo tego, że KKS spisywał się spektakularnie w rozgrywkach kontynentalnych to w lidze zajmował dopiero 14. miejsce. Następcą Polaka został Hiszpan José Mari Bakero, były trener Polonii Warszawa. Nowy trener Lecha od razu został wystawiony na głęboką wodę, gdyż jego debiut przypadał na mecz z Manchesterem City przed własną publicznością. Stadion przy ul. Bułgarskiej pękał w szwach, a piłkarze rozpoczęli zawody. Gospodarze wyszli w składzie: Burić, Kikut, Bosacki, Arboleda, Henríquez, Djurdjević, Injac, Peszko, Stilić, Krivets oraz Rudnevs. Rywale z Anglii dyktowali tempo gry, ale mistrz Polski nie pozostawał dłużny. W 30′ minucie nieoczekiwanie Duma Wielkopolski wyszła na prowadzenie po strzale z dystansu oddanym przez Dimitrije Injaca ustanawiając przy tym wynik pierwszej połowy.
Niestety kilka minut po rozpoczęciu drugiej części meczu do bramki trafił Adebayor wykorzystując zamieszanie w polu karnym po rzucie rożnym dla gości. Taki wynik utrzymywał się przez większość tej części meczu, przy czym The Citizens nie odpuszczali Kolejorzowi, który dzielnie bronił się korzystając też z odrobiny szczęścia. W 86′ minucie Lechici ponownie wyszli na prowadzenie po bramce Manuela Arboledy i byli bardzo blisko sprawienia kolejnej sensacji. Kropkę nad i w doliczonym czasie gry postawił 19-letni wówczas Mateusz Możdzeń pokonując Shaya Givena fenomenalnym uderzeniem z dystansu. Tym samym debiutujący w roli trenera Lecha Poznań José Mari Bakero pokonał drużynę prowadzoną przez Roberto Manciniego.

fot. Norbert Barczyk / PRESSFOCUS
Niespełna miesiąc po tym nieoczekiwanym zwycięstwie przyszedł czas na mecz z Juventusem. Pomimo zimowej aury i padającego śniegu kibice ponownie nie zawiedli i niemalże wypełnili cały stadion w Poznaniu. Duma Wielkopolski szybko wyszła na prowadzenie kiedy w 14′ minucie wynik spotkania otworzył Artjoms Rudnevs. Taki wynik utrzymywał się bardzo długo. Dopiero w 84′ minucie drużyna prowadzona przez Luigiego Delneri wyrównała stan tego spotkania po bramce Vincenzo Iaquinty odbierając szansę mistrzom Polski na kolejne sensacyjne zwycięstwo.
Żeby przypieczętować awans potrzebny był minimum remis z RB Salzburg. Tutaj poznaniacy również spisali się bardzo dobrze. Zwycięstwo w Austrii 1:0 po bramce Semira Stilicia dało awans Lechowi z drugiego miejsca.
Puchary wiosną?
Mistrzowie Polski tak jak nie mieli szczęścia do losowania w fazie grupowej, tak samo musieli uznać zgorzkniałość losu po wylosowaniu 1/16 Ligi Europy. Ich rywalem była SC Braga, która zajęła 3 miejsce w grupie A w Lidze Mistrzów. Rywal jakościowo, któremu wtedy bliżej do Salzburga, którego Lech ograł przecież dwukrotnie, ale liczono na to, że trafi się ktoś słabszy. Pierwsze spotkanie odbyło się 17 lutego w Poznaniu. Gospodarze wygrali ten mecz 1:0 po golu Rudnevsa zdobytego w 72′ minucie będąc tym samym o krok od 1/8 LE. Tydzień później ta jednobramkowa zaliczka niestety nie wystarczyła do awansu do kolejnej rundy. Portugalczycy szybko odrobili straty i wygrali ten mecz 2:0 po bramkach Alana i Limy. Niestety to był koniec marzeń dla podopiecznych José Mari Bakero o grze na wiosnę w europejskich pucharach. Pocieszeniem mógł okazać się fakt, że SC Braga okazała się finalistą tamtejszych rozgrywek ulegając dopiero FC Porto.
Ten okres na pewno zapisał się złotymi zgłoskami w historii klubu. Kibice byli zadowoleni z tego co ich piłkarze wyprawiali na boisku z tak utytułowanymi i mocnymi zespołami. Kolejorzowi wtedy nie pozostało nic innego niż nadgonić straty z pierwszej części sezonu w lidze, gdzie ostatecznie zajęli 5. miejsce. Nikt jednak wtedy w Poznaniu nie podejrzewał, że fani na ponowną grę w pucharach będą musieli czekać aż 5 lat.
