Okienko transferowe w Polsce zamyka się 25 lutego. Ale już dziś możemy wskazać dziesięciu zawodników, którzy w myśl słów piosenki Zbigniewa Wodeckiego „Lubię wracać tam gdzie byłem już (…) Lubię wracać w strony, które znam”, powrócili do gry w naszej rodzimej, najlepszej (na swój sposób) Ekstraklasy. Każdy z nich za granicą miał lepsze lub gorsze epizody, ale wszystkich łączy jedno — przywiązanie do najwyższego poziomu rozgrywkowego w Polsce.
SPRAWDŹ NASZ POPRZEDNI ARTYKUŁ: Jagiellonia Białystok dopięła sensacyjny transfer ~ Jakub Ciepiela
Najdłużej na obczyźnie
Graczem, który spędził najdłuższy czas poza Ekstraklasą i do niej wrócił, w tym okienku jest… Paweł Dawidowicz. Ostatni raz w Ekstraklasie pojawił się w barwach swojego macierzystego klubu — Lechii Gdańsk. Mecz rozegrał 31 maja 2014 roku przeciwko Śląskowi Wrocław.
Ponad miesiąc później Gdańszczanie sprzedali go do Benfici, inkasując 1,5 miliona euro. Grał tam głównie w drugiej drużynie, więc zdecydowano się na wypożyczenie do niemieckiego Bochum, a później do Palermo. Kontynuował dalej przygodę we Włoszech, a dokładnie w Veronie. Rozegrał tam jeden sezon na wypożyczeniu i włoski klub zdecydował się na wykup piłkarza za 3,5 miliona euro. Grał tam przez blisko 7 lat, notując 139 meczów. Przygoda z Włochami zakończyła się jednak z dniem 1 lipca, kiedy to umowa z klubem wygasła i Dawidowicz stał się wolnym zawodnikiem. Na nowy klub musiał poczekać, albowiem dopiero 26 stycznia podpisał umowę z Rakowem Częstochowa, obowiązującą do końca tego sezonu.
Raków zyskuje nie tylko stopera, ale przede wszystkim doświadczenie z Serie A, którego w kluczowych meczach często brakowało.
Blisko 10 lat!
Równie długo poza Polską występowali dwaj utalentowani reprezentanci Polski, choć pozycyjnie kontrastowi. Mowa o napastniku i bramkarzu — Mariuszu Stępińskim i Bartłomieju Drągowskim.
Kariera tego pierwszego od początku była bardzo zmienna — raz w ojczyźnie, raz nie. Lecz jego ostatni ligowy występ przed końcem długiej, bo 9,5 letniej przerwy od Ekstraklasy miał miejsce w barwach Ruchu Chorzów w maju 2016 roku. Później Chorzowianie sprzedali go francuskiego Nantes za 2 miliony euro. Rozegrał tam 2 sezony i na transfer zdecydowało się włoskie Chievo, płacąc 1,3 miliona euro. W międzyczasie był wypożyczany do Verony, gdzie w 2020 roku został kupiony za 3,5 miliona euro. Rok później został wypożyczony do Lecce, a następnie do Arisu, które w 2022 kupiło go za 150 tysięcy euro. Ostatnim klubem przed powrotem do Polski była Omonia (kwota transferu nie jest znana). Na Cyprze grał dwa lata i 26 stycznia trafił do Korony Kielce.
W porównaniu do Stępińskiego, Drągowski jest bardziej stałym klubowo bramkarzem. Swój ostatni występ w Ekstraklasie zanotował jako zawodnik Jagiellonii Białystok. Zagrał wówczas w przegranym 0:2 spotkaniu z Lechem Poznań, kończąc swój pierwszy etap kariery w Polsce. Następnie przeniósł się do włoskiej Fiorentiny, a Duma Podlasia otrzymała za niego 2,5 miliona euro. Był wypożyczany do Empoli, aż w końcu zainteresowała się nim Spezia, która kupiła go za taką samą kwotę, jaką otrzymała Jagiellonia. Grał tam półtora sezonu, aż wypożyczył go Panathinaikos, który wykupił go za 1,5 miliona euro. I to był ostatni przystanek w europejskim klubie, bo półtora sezonu później kupił go łódzki Widzew za 300 tysięcy euro.
Pół dekady poza Ekstraklasą
Jeden z zawodników nie pasował do żadnej z wcześniejszych grup, dlatego zasługuje na osobną kategorię – ponad 5 lat bez gry „u nas”.
Tym piłkarzem jest aktywny medialnie Paweł Bochniewicz. Stoper, który swoją przygodę z Ekstraklasą zaczynał w Stali Mielec, ma za sobą już bardzo aktywną karierę klubową, lecz my skupimy się tylko i wyłącznie na okresie od ostatniego występu w Polsce. Taki bowiem nastąpił 28 sierpnia 2020 roku w barwach Górnika Zabrze, kiedy to Zabrzanie wygrali ze Stalą Mielec 2:0. Dwa tygodnie później został zawodnikiem holenderskiego Heerenveen za 1,4 miliona euro. Jego przygoda w tym klubie stała pod znakiem nieregularnej gry z powodu częstych kontuzji. Był to jednak jedyny klub poza Polską i po 5,5 roku Bochniewicz wraca do Górnika Zabrze.
Piłkarze z krótszym stażem w Europie
Na liście zawodników, którzy nie przekroczyli czterech lat poza Polską i w tym okienku wracają do Polski, mieszczą się cztery nazwiska.
Tę grupę piłkarzy otwiera Przemysław Wiśniewski. Pięciokrotny reprezentant Polski podobnie jak poprzednik swój ostatni ligowy występ w Polsce rozegrał w Górniku Zabrze, 21 maja 2022 przeciwko Śląskowi Wrocław. Następnie po wygaśnięciu kontraktu podpisał umowę z Venezią, gdzie wystąpił w 19 meczach. Zainteresowanie zawodnikiem wykazała Spezia i tam też przeniósł się Wiśniewski. Rozegrał tam 66 meczów i zdobył 3 gole. Jednak 29 stycznia Widzew Łódź wyłożył za piłkarza 3,5 miliona euro i zawodnik od tego dnia jest piłkarzem Robotniczych.
Karol Angielski to kolejna jednostka, która wraca do domu. Swój ostatni ligowy występ w Ekstraklasie zanotował 21 maja 2022 roku, jako zawodnik Radomiaka Radom. Spotkanie zakończyło się remisem 1:1 z Piastem Gliwice. Podróż po Europie rozpoczął od Turcji. Zasilił szeregi Sivassporu za 650 tysięcy euro. Zaliczył tam 15 meczów i nie strzelił żadnego gola – co dla napastnika jest dużym negatywem. Następnie po wygaśnięciu kontraktu stał się piłkarzem greckiego Atromitos, gdzie rozegrał 30 meczów i strzelił 9 goli. Jednak przygoda w tym klubie nie trwała długo. Po sezonie kontrakt wygasł i Angielski przeniósł się do AEK Larnaka. Reprezentował barwy klubu z Cypru, przez półtora sezonu strzelając 9 goli. I po raz kolejny jako wolny zawodnik zmienił klub, tym razem na polski – mowa o Pogoni Szczecin.
Pomocnikiem zamykającym tę grupę piłkarzy jest Sebastian Kowalczyk. Jest on dobrze znany kibicom Ekstraklasy — nawet tym najmłodszym, bo ostatni występ w Ekstraklasie zaliczył 2,5 roku temu. Był to 21 lipca, kiedy Pogoń Szczecin pokonała Warte Poznań 0:1. Później wyemigrował do USA, stając się zawodnikiem Houston Dynamo, klub ze Szczecina zarobił na tym transferze pół miliona euro. Jako zawodnik klubu z MLS odnotował 70 występów, grając 2,5 sezonu. 28 stycznia Kowalczyk na zasadzie wolnego transferu stał się nowym zawodnikiem Zagłębia Lubin
Cudzoziemcy też lubią polską piłkę!
Zawodnicy z najkrótszą przerwą od Ekstraklasy to obcokrajowcy.
Piłkarz ten jest dobrze znany nie tylko z boisk Ekstraklasy, ale także I ligi, w której występował jako zawodnik Miedzi Legnica. Maxime Dominguez ostatni raz w Polsce zagrał w Superpucharze Polski, gdy reprezentował barwy Rakowa Częstochowa. Szwajcar tuż po przegranym finale (jeszcze tego samego miesiąca) został sprzedany do portugalskiego Gil Vicente za 200 tysięcy euro. Zagrał tam jeden sezon, notując dobre występy i we wrześniu następnego roku przeniósł się do Brazylii, a dokładnie do klubu Vasco. Grał znacznie gorzej i klub zdecydował się na wypożyczenie go do MLS, a mowa tu o Toronto. Z końcem ubiegłego roku wrócił z wypożyczenia, a kontrakt z zawodnikiem został rozwiązany i piłkarz trafił do Cracovii.
Jest bardzo dobrze znany wszystkim fanatykom Ekstraklasy. Wraca tu po zaledwie 2,5 rocznej przerwie z większym doświadczeniem. Vladislavs Gutkovskis — bo o nim mowa — ostatni mecz przed odejściem poza Polskę zagrał 27 maja 2023 roku w barwach Rakowa Częstochowa w zremisowanym 1:1 meczu z Zagłębiem Lubin. Jego przygoda w Europie była jednostajna, bo grał tylko w jednym klubie. A był to koreański Daejeon, który za zawodnika z Łotwy zapłaciła 800 tysięcy euro. To była bardzo udana przygoda. W klubie z Azji wystąpił w 76 meczach i strzelił 39 bramek, co jest dobrym wynikiem jak na napastnika. Ale jak mówi klasyk: „wszystko co dobre, szybko się kończy” to i w tym przypadku nie było inaczej. 26 stycznia jako wolny zawodnik przeniósł się do Gdyńskiej Arki.
Ostatni zawodnik z naszej listy to Luquinhas. Piłkarz ten przerwy od Ekstraklasy miał tylko pół roku, więc jest to czas, że zbyt wiele w Europie się nie osiągnie. Ostatni raz w Polsce zagrał 24 maja 2025 jako zawodnik warszawskiej Legii, przeciwko Stali Mielec w zremisowanym 2:2 meczu. Później wrócił z wypożyczenia do klubu z ojczyzny — Fortaleza. I pod koniec okienka udał się do portugalskiego Santa Clara. Grał tam bardzo mało i zdecydowanie nie był to jego dobry epizod w Portugalii, więc zdecydował się na transfer do Radomiaka, w którym szkoleniowcem jest jego znajomy trener Goncalo Feio.
Czy powroty zaprocentują?
To powroty, które mogą realnie zmienić układ sił w środku tabeli. Jednak większość z nich potrzebuje regularnego grania, bo za granicą było to ograniczone. Rozpoczęta runda wiosenna pokaże, który z zawodników ma największy potencjał i jak dużo pokaże w polskiej lidze.
