Ostatnie tygodnie w wykonaniu Złocisto-Krwistych to ciągłe wzloty i upadki. Koroniarze poszukują stabilnej formy, a Jacek Zieliński zdaje się cały czas eksperymentować z wyjściowym składem. Jeszcze tydzień temu, po porażce w Szczecinie, w mediach zaczęły pojawiać się zupełnie odmienne opinie. Jedni za słabą grę winili piłkarzy, drudzy oskarżali szkoleniowca o zły dobór taktyki. W niedzielę Korona pokazała się jednak kibicom z zupełnie innej strony. Dominacja w pierwszej połowie i spokojna kontrola gry w drugiej dały Kielczanom oczekiwane od paru tygodni, w pełni przekonujące zwycięstwo. W jakiej sytuacji znajdują się koroniarze przed ostatnimi kolejkami sezonu? Od czyjej formy na boisku zależy dyspozycja całej drużyny?
SPRAWDŹ NASZ POPRZEDNI ARTYKUŁ: Najstarsze kluby piłkarskie w Polsce – Resovia Rzeszów
„Frajerstwo w naszym wykonaniu…”
Słowa będące tytułem tego akapitu to wypowiedź żywcem wzięta z konferencji prasowej po spotkaniu Pogoni z Koroną. Tak stratę bramki w doliczonym czasie gry przez swój zespół opisywał Jacek Zieliński. Trudno się jednak z nim nie zgodzić. Korona tego dnia wyglądała na zespół przestraszony zwycięstwa. Po strzelonej bramce Żółto-Czerwoni nie okazywali chęci podwyższenia wyniku. Woleli cofnąć się i bronić własnej bramki w głębokiej defensywie. Portowcy tego dnia zdecydowanie byli zespołem z cyklu: „do pokonania”. Na boisku nie prezentowali się z najlepszej strony, a morale po kuriozalnie straconej bramce mogły osiąść na laurach.
Szkoleniowiec Koroniarzy po raz kolejny wolał jednak zachowawcze podejście do rywala, określane potocznie w przestrzeni kibicowskiej antyfutbolem. Tym razem nie przyniosło ono oczekiwanych skutków. Jose Pozo skrzętnie wykorzystał luki w obronie Kielczan i w ostatnich sekundach spotkania wywalczył dla Portowców upragnione 3 punkty.
Taki styl gry budził jednak wątpliwości nawet gdy Korona wygrywała swoje starcia. Apogeum całej sytuacji miało miejsce na konferencji po wymęczonym zwycięstwie 1:0 nad Termalicą Bruk-Bet Nieciecza. Zieliński pytany przez dziennikarzy o nieprzyjemny dla oka sposób na grę odpowiedział wówczas wprost. Uznał, że w końcowym rozrachunku dużo ważniejsze są dla niego zdobycze punktowe, aniżeli to jak jego zespół prezentuje się na boisku.
Zmiana stylu gry
W meczu z Arką kibice Korony mieli przyjemność oglądać zupełnie inny zespół niż w poprzednich starciach. Kielczanie przez cały mecz kontrolowali spotkanie, grali dużo z piłką przy nodze, a także nie bali się wchodzenia w ryzykowne pojedynki 1 na 1. Świetnym przykładem różnicy klas w tym pojedynku jest statystyka oddanych strzałów. Koroniarze na bramkę Damiana Węglarza uderzali aż 25 razy, podczas gdy Arkowcy strzałów oddali tylko 10. Korona kompletnie zdominowała przeciwnika, a po piłkarzach, mimo wysokiego prowadzenia 3:0, wciąż było widać chęć zdobywania kolejnych bramek. Zespół Jacka Zielińskiego zaprzestał cofania się przy korzystnym rezultacie. Drużyna z Kielc podeszła do rywala bez respektu, pokazując, że nie ma opcji, by Gdynianie wrócili do domu z jakąkolwiek zdobyczą punktową.
Kluczowi zawodnicy
Korona to przede wszystkim zespół i współpracujący ze sobą kolektyw. Nie ma jednak co się oszukiwać i trzeba przyznać, że gdy brakuje kluczowych graczy, obraz zespołu wygląda zupełnie inaczej. Dla przykładu, gdy kontuzja nie pozwoliła Pau Reście na występ w dwóch kolejnych spotkaniach, Kielczanie przegali obydwa mecze, a główną przyczyną porażek była słaba gra defensywna. Podobnie w przypadku Dawida Błanika, od początku rundy „Błaniu” zmagał się z problemami zdrowotnymi. Gdy jednak wrócił do pełni formy, to pokazał, co spowodowało, że stał się ulubieńcem fanów przy Ściegiennego 8. Fantastyczny występ z Arką zwieńczony dwoma asystami, kreowanie gry ofensywnej i udane dryblingi – to cały Dawid Błanik.
Co dalej?
Gdzie miejsce dla Korony w ligowej stawce? Korona to obecnie zespół, którego zarówno spadek, jak i awans do europejskich pucharów nie powinien specjalnie dziwić. Ostatnie tygodnie to ciągła niepewność o następne spotkanie. Liga jest bardzo wyrównana i trudno prorokować jakie miejsce zajmie którakolwiek drużyna na koniec sezonu. Jedno jest pewne, jeśli Żółto-Czerwoni będą prezentować się w każdym spotkaniu co najmniej tak dobrze jak w niedzielę, nie powinni specjalnie zamartwiać się walką o utrzymanie. Kibicom Korony pozostaje wiara w taktyczną inteligencję trenera Zielińskiego, a także w nieskazitelne zdrowie jego podopiecznych. To właśnie te aspekty będą kluczowe dla przyszłości klubu z Kielc.
