Spotkanie niechlujstwa i niedokładności, jednak z magicznym zakończeniem. W pierwszym sobotnim meczu PKO Ekstraklasy Arka Gdynia zmierzyła się przy ul. Olimpijskiej 5 z Legią Warszawa.
SPRAWDŹ NASZ POPRZEDNI ARTYKUŁ: Powrót do domu. Ci piłkarze znów zagrają w Ekstraklasie ~ Gabriel Rudo
SFG, który przyćmił Legię.
Od pierwszych minut meczu Warszawianie próbowali przejąć inicjatywę. Udało im się to, ale tylko na kwadrans. Przewaga ta nie przyniosła zamierzonych efektów i Legia krążyła wokół pola karnego gospodarzy bez groźniejszych sytuacji. Z minuty na minutę spotkanie coraz bardziej się wyrównywało, przez co Arka czynnie podjęła rękawicę. Gospodarze atakowali znacznie skuteczniej niż Wojskowi. Przykładem jest akcja z 25. minuty meczu. Po wybiciu piłki przez Recę i niepotrzebnym asekurowaniu piłki przez Rafała Augustyniaka sędzia wskazał na narożnik boiska.
Rzut rożny wykonywał późniejszy asystent — Sebastian Kerk. SFG sfinalizował Marcjanik, który skorzystał z błędu Piątkowskiego w kryciu.
Dla sztabu szkoleniowego Legii Warszawa był to negatywny sygnał. Wojskowi we wszystkich meczach, w których tracili pierwsi gola, nie wygrywali ani razu. Za to zaliczyli 8 porażek i 3 remisy.
Najgroźniejszą sytuację pod bramką Arki miał Bartosz Kapustka, który pod koniec pierwszej połowy huknął zza szesnastki i interweniować musiał bramkarz Arki — Damian Węglarz. Więcej ciekawych sytuacji w pierwszych 45. minutach nie zobaczyliśmy i piłkarze zeszli do szatni.
Zimny prysznic.
Gdy wydawało się, że Warszawianie na drugą połowę wyszli zmotywowani przez Marka Papszuna i zaczęli solidnie grać w piłkę, stało się nieoczekiwane. W 58. minucie Legia Warszawa wykonywała rzut rożny. Zazwyczaj po takiej sytuacji nie ma niebezpieczeństwa… a jednak!
Po nieudanym wykonaniu tej okazji piłka wylądowała w aucie. Po wyrzucie piłki z linii bocznej futbolówka trafiła pod nogi Krasniqiego. Ten zachował się kuriozalnie i podał piłkę wzdłuż boiska. Trafiła ona do przeciwników. Zawodnik Arki zobaczył wolną przestrzeń i ruszył do przodu, następnie podając do Rusyna. Ukrainiec dobrze się zabrał i bezbłędnie strzelił w bramkę Tobiasza, co skutkowało drugim golem w tym meczu.
Nieszczęścia chodzą parami. Wszołek, wracający po kontuzji, musiał po stracie drugiego gola zejść z boiska z kolejnym urazem. Było to duże osłabienie Warszawian z perspektywy gonienia wyniku. Można pomyśleć, że przewaga jest już bezpieczna i zawodnicy Arki mogą spokojnie utrzymywać prowadzenie. Jednak tę tezę szybko zweryfikowały wydarzenia boiskowe.
W końcówce na ratunek Legii przyszedł Colak, który kolejno w 90. i 94. minucie posłał piłkę do siatki po wrzutkach odkupującego swoje winy Krasniqiego.
Dwóch poszkodowanych
Ani Legia Warszawa, ani Arka Gdynia po tym meczu nie mogą mówić w kontekście satysfakcji. Goście zagrali bardzo słabe spotkanie i cudem uratowali jeden punkt. Za to gospodarze mogą czuć ogromny niedosyt, ponieważ 3 punkty były na wyciągnięcie ręki. Tym samym Arkowcy mogli odskoczyć od strefy spadkowej na cztery oczka, a tak mają zaledwie dwa punkty zapasu. Podopieczni Marka Papszuna liczyli, że po wyjeździe do Gdyni uda im się wyjść ze strefy spadkowej, co byłoby pierwszym bardzo ważnym krokiem w odbudowie stołecznego klubu i jego pozycji w tabeli.
