Ponad 20 lat temu w Ekstraklasie drużyna z Grodziska Wielkopolskiego wywalczyła wicemistrzostwo kraju. Drużyna sponsorowana przez firme produkującą wyposażenie i akcesoria samochodowe uległa na koniec sezonu tylko Wiśle Kraków. Tej samej Wiśle Kraków, która sezon wcześniej wyeliminowała w Pucharze UEFA Parme oraz Schalke 04. W tym artykule przypomnimy drużyne Dyskoboli, a także ich przygode w europejskich pucharach. Zapraszam do lektury! 

SPRAWDŹ NASZ POPRZEDNI ARTYKUŁ: Lech wylądował w Bergen! Dzisiejszy rewanż z Klaksvík zagrożony?! ~ Adrian Filipek

Sukces na własnym podwórku

Dyskobole w poprzednich sezonach w Ekstraklasie byli drużyną walcząca raczej o utrzymanie, niż o najwyższe laury. W trzech sezonach poprzedzających wielki sukces zajmowali odpowiednio jedenaste, dziesiąte a także dwunaste miejsce. Przełomowy okazał się sezon 2002/2003, kiedy to Dyskobolia zatrudniła trenera Bogusława Kaczmarczyka. Rewolucja kadrowa, a także zmiana stylu gry na bardziej ofensywny okazała się sukcesem. W ataku występowali pózniejsi reprezentanci Polski – Grzegorz Rasiak a także Andrzej Niedzielan. W pomocy występował bardziej doświadczony Tomasz Wieszczycki, wspierany przez młodego wówczas Radosława Sobolewskiego. Na skrzydłach drużyna Biało-Zielonych miała uzdolnionego technicznie Sebastiana Mile, a także dynamicznego Marcina Zająca. Z taką kadrą drużyna z Grodziska Wielkopolskiego musiała odnieśc sukces. I odniosła. 62 punkty zdobyte przez Dyskobolie zapewniło im niespodziewane wicemistrzostwo Polski. Wyprzedzili o jeden punkt GKS Katowice, tracąc sześc punktów do nieosiągalnej wówczas dla polskich drużyn Wisły Kraków. Podopieczni trenera Kaczmarczyka zrobili wspaniały wynik, jednak sam dyrygent tego sukcesu został zwolniony po sezonie. A kwalifikacje do Pucharu UEFA były tuż tuż…

fot. sports.ru

Wielka piłka w Grodzisku

Wicemistrzostwo Polski zapewniło Dyskoboli miejsce w 2. rundzie kwalifikacji do Pucharu UEFA. Drużyna z Grodziska zatrudniła słowackiego trenera Slovanu Bratysława, Dušana Radolskýego. Ciekawe są okoliczności zatrudnienia trenera Radolskýego do polskiego klubu. W lutym 2003 roku piłkarze Slovanu brali udział w obozie przygotowawczym na Cyprze. Jednym z ich sparingpartnerów był zespół Dyskoboli. Prezesowi Zbigniewowi Drzymale (właścicielowi firmy Inter Groclin Auto S.A.)  spodobał się styl gry Słowaków i kilka miesięcy później, zaraz po tym jak prowadzona przez Bogusława Kaczmarka Dyskobolia zdobyła wicemistrzostwo Polski, postanowił zmienić trenera. Miejsce Kaczmarka zajął Rádolský.

fot. Łączy nas Piłka

Pierwszym rywalem zespołu z Polski była litewski Atlantas Kłajpeda. Biało-Zieloni łatwo poradzili sobie z słabiej notowanym rywalem, pokonując go u siebie 2-0, a na wyjeździe 4-1. Na kolejnym etapie zapisała się historia, którą każdy fan Ekstraklasy zapamietał do dzisiaj. W I rundzie Pucharu UEFA Dyskobole trafili na Herthe Berlin. W składzie Herthy występowali tacy piłkarze jak Arne Friedrich, Fredi Bobić, a także… Artur Wichniarek. W pierwszym spotkaniu w Berlinie padł bezbramkowy remis, co stawiało Dyskobolie w dobrym świetle przed rewanżem. Tydzień później, 15 października 2003 roku na stadionie w Grodzisku Wielkopolskim odbył się mecz rewanżowy. Tam do 84. minuty również widniał bezbramkowy remis. I wtedy Grzegorz Rasiak (a w zasadzie to samobójcze trafienie Josipa Šimunicia) uszczęsliwiło kibiców Groclinu znajdujących sie na stadionie. Szok! Niemiecka Hertha odpada, a na Groclin w następnej rundzie czekało jeszcze cieższe zadanie.

fot. PAP (Łączy nas Piłka)

Plejada gwiazd w Grodzisku

Biało-Zieloni zameldowali się w II rundzie Pucharu UEFA, a losowanie przyniosło rywala z zupełnie innej bajki. Manchester City. Klub z Anglii, wielkie nazwiska, nowoczesny jak na tamte czasy City of Manchester Stadium i zespół prowadzony przez Kevina Keegana. Dla Groclinu – kolejna wyprawa w nieznane. City do Pucharu UEFA dostało się dzięki klasyfikacji Fair Play. Wcześniej bez większych problemów rozprawiło się z walijskim TNS, a w I rundzie wyeliminowało belgijski Lokeren. W składzie „The Citizens” znajdowali się między innymi David Seaman, Nicolas Anelka, Robbie Fowler, Steve McManaman, Claudio Reyna, Richard Dunne czy Shaun Wright-Phillips. Na papierze różnica była ogromna.

Pierwszy mecz miał odbyć się 6 listopada 2003 roku w Manchesterze. I już po kilku minutach gospodarze pokazali, dlaczego byli zdecydowanym faworytem. W 6. minucie Nicolas Anelka wykorzystał sytuację stworzoną przez Robbiego Fowlera i pokonał Mariusza Liberdę. 1:0 dla City. Podopieczni Dušana Radolský’ego nie ograniczali się jednak wyłącznie do rozpaczliwej obrony. Mieli swoje okazje, a z czasem zaczęli coraz odważniej atakować. W bramce znakomicie spisywał się Liberda, który kilkukrotnie ratował swój zespół przed utratą drugiego gola.

Aż nadeszła 65. minuta. Rzut wolny. Do piłki podszedł Sebastian Mila. Młody pomocnik Groclinu posłał futbolówkę nad murem, a ta wpadła do bramki Davida Seamana. Na City of Manchester Stadium zapadła cisza. Groclin wyrównał na stadionie jednego z najbardziej rozpoznawalnych klubów Anglii. Co więcej – zdobył bramkę, która w dwumeczu miała okazać się bezcenna. Spotkanie zakończyło się remisem 1:1, a przed rewanżem sytuacja była jasna: Manchester City musiał strzelić gola w Grodzisku. Groclinowi wystarczał bezbramkowy remis.

fot. sports.ru

Rewanż na stadionie kopciuszka

Do Grodziska Wielkopolskiego przyjechała również spora grupa kibiców Manchesteru City. Na trybunach pojawiło się około tysiąca fanów angielskiego zespołu. Dla wielu z nich był to bardzo nietypowy wyjazd. Manchester City przyjechał bowiem do niewielkiego miasta w zachodniej Polsce. Z tym wyjazdem wiąże się też ciekawa historia. Niektórzy kibice pomylili Grodzisk Wielkopolski z Grodziskiem Mazowieckim. Obie miejscowości mają bardzo podobną nazwę, dzieli je jednak ponad 300 kilometrów. W tamtych czasach kibice nie mogli jeszcze tak łatwo korzystać ze smartfonów i nawigacji. Taka pomyłka mogła więc oznaczać spore problemy z dotarciem na stadion. Ostatecznie większość kibiców City dotarła jednak do właściwego Grodziska. Na miejscu czekała na nich atmosfera, której z pewnością długo nie zapomnieli.

Anglicy przyjechali do Polski z nadzieją na awans. Manchester City miał w składzie wielkie gwiazdy. Po drugiej stronie stał jednak Groclin Dyskobolia. Ten sam, który tydzień temu w Manchesterze utarł im nosa. Po 90 minutach było 0:0. To oznaczało, że Manchester City odpadał z Pucharu UEFA. Kibice, którzy przejechali setki kilometrów, zamiast świętować awans swoich zawodników, musieli oglądać jedną z największych sensacji tamtej edycji rozgrywek. A dla polskiej druzyny w 1/16 finału czekało już francuskie Bordeaux.

fot. Łączy nas Piłka

Francuska przeszkoda

Po wyeliminowaniu Herthy Berlin i Manchesteru City Groclin awansował do III rundy Pucharu UEFA. Tym razem rywalem Biało-Zielonych było francuskie Girondins Bordeaux. Pierwszy mecz odbył się 26 lutego 2004 roku w Grodzisku Wielkopolskim. Groclin od początku nie zamierzał się jednak tylko bronić. Gospodarze stworzyli kilka dobrych okazji, a Sebastian Mila nawet trafił do siatki. Gol nie został jednak uznany z powodu spalonego. Na dodatek Bordeaux od 30. minuty grało w osłabieniu. Z boiska wyleciał Eduardo Costa. Mimo przewagi Groclin nie potrafił zdobyć bramki. Kiedy wydawało się, że spotkanie zakończy się bezbramkowym remisem, Marouane Chamakh zdobył gola w samej końcówce. Bordeaux wygrało 1:0, a Groclin musiał odrabiać straty we Francji.

fot. Łączy nas Piłka

Koniec przygody z pucharami

3 marca 2004 roku Groclin pojechał do Bordeaux z nadzieją na kolejną wielką sensację. Początek spotkania dawał kibicom powody do optymizmu. Biało-Zieloni mieli swoje sytuacje, jednak nie potrafili ich wykorzystać. Później Bordeaux przejęło kontrolę nad meczem. W ciągu zaledwie dwóch minut gospodarze strzelili dwa gole. Najpierw trafił Marc Planus, a chwilę później ponownie Chamakh. Po przerwie Francuzi dołożyli kolejne bramki. Ostatecznie Bordeaux wygrało 4:1, a cały dwumecz zakończył się wynikiem 5:1. Honorowego gola dla Groclinu w doliczonym czasie zdobył Tomasz Wieszczycki. Tym samym zakończyła się europejska przygoda Groclinu. Jednak wielu zawodników, dopiero rozpoczynało w ten sposób swoje piękne i wieloletnie kariery.

fot. Łączy nas Piłka

Dalsze losy klubu

Po najlepszych latach w historii Dyskobolii nadszedł jednak czas wielkich zmian. Sezon 2007/2008 był ostatnim, w którym Groclin występował w Ekstraklasie. Drużyna zakończyła rozgrywki na trzecim miejscu i zdobyła Puchar Ekstraklasy. Był to jednak początek końca wielkiej Dyskobolii. Zbigniew Drzymała rozpoczął rozmowy dotyczące przeniesienia klubu. Początkowo Dyskobolia miała połączyć się ze Śląskiem Wrocław. Później pojawił się także temat Pogoni Szczecin. Ostatecznie rozmowy zakończyły się jednak porozumieniem z Polonią Warszawa. W lipcu 2008 roku Groclin Dyskobolia został przeniesiony do Warszawy. Spółka zmieniła nazwę na KSP Polonia Warszawa, a PZPN oficjalnie zaakceptował zmianę siedziby klubu. Tym samym Dyskobolia, która jeszcze kilka miesięcy wcześniej grała w Ekstraklasie, przestała istnieć na najwyższym poziomie.

W Grodzisku nie chciano jednak całkowicie pogodzić się z końcem klubu. Powstała nowa Dyskobolia, która rozpoczęła rywalizację od IV ligi. Niestety, kolejne lata przyniosły następne problemy. Drużyna zaliczała kolejne spadki i ostatecznie znalazła się w A klasie. W 2015 roku sytuacja stała się jeszcze trudniejsza. Dyskobolia wycofała się z rozgrywek po rundzie jesiennej sezonu 2015/2016. Klub znalazł się w trakcie likwidacji i formalnie przestał istnieć. Historia wielkiego Groclinu wydawała się zakończona. Na szczęście nie był to koniec piłki w Grodzisku. W 2017 roku podjęto próbę reaktywacji klubu. Powstała Nasza Dyskobolia, która nawiązuje do tradycji i historii dawnego zespołu. Nowy klub rozpoczął rywalizację na niższych szczeblach rozgrywek.

Dziś Dyskobolia nie jest już tym zespołem, który potrafił wyeliminować Herthę Berlin czy Manchester City. Jednak jej historia wciąż żyje w Grodzisku Wielkopolskim. Nasza Dyskobolia jest kolejną próbą odbudowania klubu i przywrócenia mu dawnego blasku. Być może kiedyś Grodzisk ponownie doczeka się drużyny, która będzie budziła emocje nie tylko w Wielkopolsce, ale również w całej Polsce.

Udostępnij