Dokładnie sześć lat temu ukazała się książka Zbigniewa Bońka i Janusza Basałaja „Mecze mojego życia”, w której legendarny piłkarz opisuje kulisy najważniejszych spotkań w swojej karierze. Właśnie rusza sprzedaż nowego wydania wspomnień, zaktualizowanych o wywiad dotyczący życia Zibiego i piłkarskich wydarzeń ostatnich lat. Książka ma również nową okładkę, a każdy egzemplarz wydany w serii SQN Originals został własnoręcznie podpisany przez autorów.

Zamów „Mecze mojego życia” w nowej odsłonie na LaBotiga.pl: https://bit.ly/przemyslenia-boniek
– każdy egzemplarz zawiera autograf Zbigniewa Bońka i współautora, Janusza Basałaja;
– do treści książki dodana została „rozmowa jubileuszowa” przeprowadzona w kwietniu 2026 roku, w której Boniek odnosi się do wydarzeń ostatnich sześciu lat, m.in. swojej wiceprezydentury w UEFA czy reprezentacji Polski pod wodzą Jana Urbana;
– książka ma nową okładkę, nawiązującą do legendarnych koszulek z mundialu w 1982 roku;
– z kodem TRZECI50 trzeci produkt Wydawnictwa SQN w koszyku z 50% rabatem.
Fragment książki:
Dwie minuty po wznowieniu gry gola z wolnego strzelił Janusz Kupcewicz i na dobre zapomnieliśmy o pierwszej części meczu, choć niemal przez 40 minut nic nam nie wychodziło, a w naszej grze brakowało składności i dokładności. W pewnym momencie (czego nie było chyba widać w transmisji telewizyjnej) doszło do mojego starcia z Kupcewiczem. Pamiętam, że gdy raz czy dwa coś mu nie wyszło, rzuciłem w jego stronę: „Kurwa, co ty robisz, jak grasz, do cholery?”. Oczywiście coś mi odburknął i zrobiło się trochę nerwowo. Prawdą jest, że czasami bywałem na boisku nieprzyjemny i wymagający wobec kolegów, potrafiłem się z nimi pokłócić. Ale szybko nam przechodziło, wiedzieliśmy, co to znaczy grać zespołowo. Tylko to się liczyło, a problemy między sobą szybko rozwiązywaliśmy, nawet podczas gry. Ot, szybka pyskówka, sprzeczka, problem umierał w minutę i znowu graliśmy razem.
Dlaczego wracam przy okazji meczu o trzecie miejsce właśnie do Kupcewicza? Bo było między nami trochę nieporozumień. W połowie lat 70. Janusz to był złoty chłopak polskiej piłki – wielki talent o dobrym uderzeniu, świetnym podaniu i przeglądzie pola. Kiedy miałem 18 lat, graliśmy razem w kadrze Polski juniorów, którą trenował Marian Szczechowicz. Był wtedy liderem tej reprezentacji, naszym boiskowym szefem, wzorem dla innych dzieciaków. Wszystko zaczynało się od Janusza, pod niego rozgrywaliśmy stałe akcje i fragmenty gry. Pojechaliśmy nawet na turniej UEFA do Ystad (wtedy nie było jeszcze mistrzostw Europy juniorów). Mieliśmy dobry skład: ze Staśkiem Terleckim, Heniem Miłoszewiczem oraz Januszem jako liderem i nadzieją polskiego futbolu, ale szybko wróciliśmy do domu po nieudanych meczach…
Nie miałem żadnego problemu z „Kupcem”, nie było między nami urazy czy jakiegoś dystansu. Traktowałem go tak jak innych kolegów, szanowałem i doceniałem jako piłkarza. Czasami jednak irytowała mnie sztuczna dyskusja, czy Boniek powinien i może grać z Kupcewiczem. Wcześniej przerabiałem przecież dylematy, czy Deyna może grać w jednej linii z Bońkiem. W pewnym momencie zorientowałem się też, że on sam zaczyna na mnie patrzeć z jakąś niechęcią, a nawet – z zazdrością. Wchodził w juniorski futbol z większym przytupem niż ja, a tu nagle zacząłem go wyprzedzać. W dorosłej piłce ja poszedłem w swoją stronę, a on w swoją i tyle… Po czasie zauważyłem w jego medialnych wystąpieniach trochę zadry i niechęci wobec mnie. Kilka lat temu pogadaliśmy dość szczerze i wyjaśniliśmy pewne kwestie. Powiedziałem mu nawet wtedy: „Janusz, czuję, że masz ze mną jakiś problem. Dziennikarze, a może jeszcze ktoś, wmówili ci, że zamykałem ci drogę do reprezentacji, a ty chyba w to uwierzyłeś. A przecież mogliśmy obok siebie grać w reprezentacji: ja bardziej z przodu, a ty w środku jako klasyczny rozgrywający”. Sam jednak nie wiem, czy go przekonałem…
W meczu o trzecie miejsce na mundialu po trzeciej bramce „Kupca” poleciałem do niego jak szalony, żeby pogratulować gola. Pierwszy rzuciłem mu się na szyję. Nigdy nie kalkulowałem, czy z kimś mi na boisku dobrze, czy źle. Mogłem grać w otoczeniu 10 diabłów, byle tylko moja drużyna zwyciężyła. Zresztą trzeba powiedzieć, że nasza gra na mistrzostwach ruszyła, kiedy Janusz pojawił się w pierwszej jedenastce. Wszystko zaskoczyło między innymi dzięki jego obecności. Z jego wydatną pomocą zaczęliśmy grać lepiej i skuteczniej. On szukał tej bramki na mistrzostwach, ale nie wyszło mu, mimo dobrej gry, w spotkaniach z Peru, Belgią, Włochami i ZSRR. Wreszcie udowodnił sobie i światu, że potrafi, trafiając na 3:1 w meczu o trzecie miejsce z Francją.
O książce:
Cześć, witam serdecznie!
Pakujcie się, bo zabieram Was w podróż w przeszłość. Wielu mnie zna, ale nie wszyscy wiedzą, które moje mecze uważam za najważniejsze. Ta książka Wam to wyjaśni. Opowiem o młodzieńczych czasach i urywaniu się z lekcji, zatargu z majorem Wojska Polskiego oraz talonie na Malucha, który dostałem za transfer do Widzewa. Przypomnę nerwową atmosferę mundialu w 1982 roku oraz mecz o trzecie miejsce, na który naszej drużynie narodowej – w co trudno uwierzyć – ciężko było się zmobilizować.
Jak wyglądały kulisy legendarnego meczu z Niemcami w 2014 roku? Co działo się wewnątrz prowadzonej przeze mnie reprezentacji i dlaczego moja przygoda z kadrą w roli selekcjonera zakończyła się tak szybko? Dlaczego jako prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej postawiłem na selekcjonera Adama Nawałkę? Dowiecie się tego z pierwszej ręki i przeczytacie o najważniejszych wydarzeniach w moim piłkarskim życiu, a jednocześnie – jednych z najważniejszych w historii polskiej piłki.
Od chłopaka z bydgoskich ulic, który nieśmiało stawiał pierwsze kroki w świecie dorosłej piłki, przez „Bello di notte”, po selekcjonera kadry i prezesa PZPN. A do tego obszerny, refleksyjny wywiad, którego udzieliłem Januszowi Basałajowi z okazji mojej 70. rocznicy urodzin, w którym opowiadam między innymi o swoim życiu prywatnym, odnoszę się do piłkarskich wydarzeń z ostatnich lat, oceniam kolejnych selekcjonerów reprezentacji Polski, funkcjonowanie polskich klubów i podsumowuję okres wiceprezydentury w UEFA.
Książkę znajdziecie na stronie: https://bit.ly/przemyslenia-boniek
Książkę polecają:
Zbyszek na boisku, ja przy mikrofonie… Po latach razem na stanowiskach komentatorskich. Komentowałem z nim finały mistrzostw świata w 1990 roku. Przekonałem się wtedy, jak bardzo kochają go Włosi, jaką ma tam markę. Błyskotliwy na placu gry, ale i przy mikrofonie – profesjonalizm, umiejętność błyskawicznej analizy i pointy. Wspomnienia jego wybitnych meczów, których część miałem zaszczyt relacjonować dla Państwa… Bezcenne!
Dariusz Szpakowski
Zbyszek tak na boisku, jak i poza nim to po prostu urodzony lider, potrafiący pociągnąć za sobą całą drużynę. Fantastyczny kumpel. Piłkarsko – kompletny. Szybkość, swoboda, umiejętność dryblingu na maksymalnym gazie, a przy tym zawodnik odpowiedzialny taktycznie. Nie wiem, czy wśród piłkarzy, z którymi grałem, spotkałem kogoś równie charyzmatycznego, jak Zibi.
Adam Nawałka
Mocne wyprowadzenie piłki, wsparcie obrony, ale i gotowość, żeby ruszyć do ataku. To zadania, które Zbigniew Boniek fenomenalnie realizował na boisku. Polecam książkę, która jest jedną z ważniejszych w historii polskiej piłki nożnej.
Robert Lewandowski
Ta książka jest taka, jak jej bohater – błyskotliwa i niesztampowa. Subiektywny wybór najważniejszych zdarzeń często zaskakuje, co potwierdza tak charakterystyczną dla Zibiego wyjątkowość widzenia futbolu i świata. Pasjonująca i bardzo osobista opowieść, a w niej wiele nieznanych dotąd wydarzeń i anegdot.
Olaf Lubaszenko

