Wysokiej klasy specjalistka od prawnych aspektów sportu. Szara eminencja PZPN, a potem Legii Warszawa. Elżbieta Blaźniak odeszła z Legii na własną prośbę rok temu, po 20 latach pracy. Przez 17 wiosen zajmowała się w klubie kontaktami z UEFA i FIFA…
Wywiad przeprowadził z nią w sierpniu 2014 roku Jerzy Chromik w kanale TVP Sport. Jego rozmowa z Elżbietą Blaźniak na temat walkowera przyznanego Szkotom po meczu rewanżowym Celtic – Legia w Edynburgu znalazł się w książce „Remanent 7. Gra bez piłki”, która jest dostępna na: https://bit.ly/przemyslenia-remanent7

Fragment:
Jerzy Chromik: Okazało się, że bez Blaźniakowej łatwiej o zbłaźnienie…
Elżbieta Blaźniak: Nie ma niezastąpionych, są tylko źle poinformowani. To taka moja wersja znanego porzekadła Jerzego Kuleja.
Jerzy Chromik: To w ilu meczach nie może jeszcze grać Bereszyński?
Elżbieta Blaźniak: Pauzował w zgodzie z przepisami tylko w pierwszym meczu z Celtikiem. UEFA dołożyła mu kolejny, a więc nie może grać ani razu z Kazachami i ewentualnie w pierwszym grupowym Ligi Europy.
Jerzy Chromik: Kto w tamtej Legii zgłaszał zawodników do rozgrywek UEFA?
Elżbieta Blaźniak: Przed naszymi pierwszymi występami w Lidze Mistrzów Zbigniew Korol, a od 1999 roku sama odpowiadałam za wszystko.
Jerzy Chromik: Nie było pomyłek?
Elżbieta Blaźniak: Prasa o tym nie pisała.
Jerzy Chromik: To było dość dawno temu, ale Ligi Mistrzów chyba nie sposób zapomnieć…
Elżbieta Blaźniak: Niezapomniany czas, niezapomniane mecze. Uczyłam się Europy na kursie przyspieszonym. Przed meczem z Rosenborgiem urządziliśmy w kilka osób dla działaczy UEFA i jej sponsorów „Champions Club”, który uznano za najlepszy po kolejce fazy grupowej Ligi Mistrzów. W sali bokserskiej, gdzie brakowało podłogi! Powybijane szyby zakryły wojskowe siatki maskujące. Z domu przywiozłam ekspres, bo w klubie nie było, a delegat lubił dobrą kawę. Polubił też delicje, o które nie było łatwo.
Jerzy Chromik: Nic dwa razy się nie zdarza…
Elżbieta Blaźniak: Chciałam przeżyć to raz jeszcze. Na emeryturze. Gdy przed rokiem żegnali mnie zawodnicy i trenerzy, pytano — dlaczego akurat teraz odchodzę? Bo nie awansowaliście do Ligi Mistrzów — odpowiedziałam z uśmiechem. Teraz żałuję tego żartu. A teraz płacz i zgrzytanie zębów… Nadal nie mogę o tym myśleć i mówić spokojnie. To niepojęte. Ta wiadomość spadła na mnie jak grom z jasnego nieba.
Jerzy Chromik: Zabrakło piorunochronu?
Elżbieta Blaźniak: Wszystkiego. Znajomości przepisów, asekuracji, współpracy pracowników, pokory… Nikt nie spodziewał się takiej wpadki? Szczerze? Starzy pracownicy spodziewali się tego. Za bardzo rozmyła się odpowiedzialność.
Jerzy Chromik: I nie ostrzegali nowych?
Elżbieta Blaźniak: Wielokrotnie. Ale słyszeli — wiem, pamiętam, ja też się znam. Po dziesiątym takim dictum każdy daje za wygraną. Zna się, to niech robi.
Jerzy Chromik: Było trochę prezesów, aż nastał ten ostatni…
Elżbieta Blaźniak: Mój trzynasty, nomen omen, przyszedł przed Wigilią w 2012 roku. Mówił dzień dobry, ale nie miał o czym z nami rozmawiać. Nie ważne było, co robię i na czym się znam. Zaczęto zwalniać. Jak zwalniają, to będą przyjmować — pomyślałam. I rzeczywiście.
Jerzy Chromik: Jakie były powody odejścia?
Elżbieta Blaźniak: Nawarstwiały się przez tygodnie. Najpierw asystentka poprzedniego prezesa, przejściowo odpowiedzialna za flotę samochodową i loże VIP, zastąpiła Piotra Strejlaua w roli kierownika drużyny. To był początek jak z serialu Barei „Zmiennicy” i pierwszy sygnał do odwrotu. Potem z dnia na dzień zwolniono lekarza klubowego Stasia Machowskiego i masażystów. Nawet nie mogli pożegnać się z drużyną. A ostatni bodziec do mojego rozstania — pojawił się młody, zdolny prawnik i zakwestionował to, co robiłam przez całe życie. Wszystko było źle — transfery, kontrakty. On miał wprowadzić nas w nowy wymiar prawa. Pomyślałam — no to beze mnie…
Jerzy Chromik: Nikt nie zatrzymywał?
Elżbieta Blaźniak: Od członka zarządu usłyszałam, że nie ma mnie przecież na liście do zwolnienia. Odpowiedziałam — dziś nie ma, jutro będę…
Jerzy Chromik: Rozstanie niezapomniane? Naręcza kwiatów, buziaki…
Elżbieta Blaźniak: Pożegnano mnie bardzo miło. Przyszli prawie wszyscy. Dostałam paterę, nawet nagrodę pieniężną, padło wiele ciepłych słów. Złego słowa nie da się powiedzieć…
Jerzy Chromik: A potem dzwonił w domu telefon?
Elżbieta Blaźniak: Numer był wszystkim znany. Stara gwardia o mnie pamięta do dziś…
Jerzy Chromik: O dobre rady nikt nie pyta?
Elżbieta Blaźniak: Dzwonią z różnych klubów z całej Polski. Menedżerowie często pytają, jak to i owo załatwić.
Jerzy Chromik: O transferach, kontraktach i UEFA wie pani wszystko.
Elżbieta Blaźniak: Pół wieku doświadczeń. To nie jest aż tak bardzo skomplikowane, a przepisy od lat są niezmienne.
Jerzy Chromik: Szkoda, że nie zadzwoniono, gdy przygotowywano listę przed nową edycją Ligi Mistrzów…
Elżbieta Blaźniak: Wielka szkoda. Na skrzydłach poleciałabym do biura…
Jerzy Chromik: Jak mogło dojść do pomyłki?
Elżbieta Blaźniak: Pewnie sporządzono standardową, tak zwaną listę A zgłoszonych do drugiej rundy eliminacji Ligi Mistrzów. Słyszałam, że było na niej nazwisko Bereszyńskiego. Zanim doszło do jej zatwierdzenia, ktoś powiedział — proszę go wykreślić. To wykreślono. Nikt nie protestował, nie przekonywał, że wtedy nie zacznie biec kara trzech spotkań? Ja bym się kłóciła, udowadniała, że przepisy są jednoznaczne. No, ale nie wszyscy dadzą się pokrajać za swoje zdanie. Nawet rzetelny pracownik, który sprawdza wszystko po trzy razy, wie, że nie tylko w wojsku przełożony ma zawsze rację…
Jerzy Chromik: Wpisano Bereszyńskiego na listę A dopiero przed spotkaniami z Celtikiem?
Elżbieta Blaźniak: To było już bez znaczenia, bo w Edynburgu i tak miałby za sobą dopiero drugi mecz pauzy. Za późno zaczęto liczyć do trzech. Bereszyński nie miał prawa nawet wejść do szatni, usiąść na ławce rezerwowych, nie mówiąc o grze!
Jerzy Chromik: Wina pani kierownik?
Elżbieta Blaźniak: Choć nie wysyła list, dostaje kopie wszystkich. Mogła zapobiec nieszczęściu. Nie zapobiegła…
Jerzy Chromik: A kto kazał wykreślić nazwisko zdyskwalifikowanego przed meczami z St. Patrick’s?
Elżbieta Blaźniak: Prezes raczy wiedzieć…
Jerzy Chromik: Ostrowska?
Elżbieta Blaźniak: I przebój Szklana pogoda…
Jerzy Chromik: Też to lubię, więc dokończę: „Nad ogromną betonową wsią z wolna gaśnie słoneczna żarówka”…
Elżbieta Blaźniak: Skończmy tę rozmowę. Płakać mi się chce. Chciałabym móc pocieszyć piłkarzy. To przecież ich wysiłek zmarnowano. Nie ma mnie przy Łazienkowskiej od roku, ale czuję się tak, jakbym dostała walkower życia.
O książce:
Rewolucja cyfrowa z ostatnich kilkunastu lat spowodowała niewyobrażalne zmiany w dziennikarstwie. Coraz większą rolę zaczęły odgrywać media społecznościowe bazujące na szybkości przesyłania informacji i kontrowersyjnych treściach generujących gigantyczne zasięgi, które przekładają się na zyski twórców. Wielu przedstawicieli tego zawodu dostosowało się do nowej rzeczywistości i obniżyło standardy pracy, ale nie Jerzy Chromik, który udowodnił, że można pójść z duchem czasu, jednocześnie nie rezygnując z tego, co jest esencją dobrego dziennikarstwa, czyli rzetelności, wszechstronności, kwiecistego języka i zmuszania czytelnika do myślenia.
Książka Gra bez piłki jest zwieńczeniem jego pracy nad serią Remanent. Najnowszy tom, którego wydanie zbiega się z siedemdziesiątymi urodzinami dziennikarza, łączy teksty opublikowane w tygodniku „Sportowiec” w latach 80. XX wieku z wywiadami przygotowanymi przez niego dla strony internetowej TVP Sport w nowym tysiącleciu. Ich bohaterami byli m.in. Wojciech Nowiński, Dariusz Juzyszyn, Maciej Skorża, Sebastian Mila, Karol Bielecki, Sławomir Szmal, Barbara Włodarczyk i Andrzej Janisz. Nie zabrakło więc znakomitych rozmówców i dociekliwych pytań.
Kto lepiej nadawał się do roli szefa banku informacji reprezentacji Polski niż Bernard Blaut? Dlaczego Dariusz Mioduski postanowił opuścić Stany Zjednoczone i wrócić do ojczyzny? Jak nazywa się łowca talentów, który odkrył Jacka Kazimierskiego, Wiesława Wragę i Marka Leśniaka?
Siódmy Remanent znowu pokazuje, że najbardziej frapujące historie rozgrywają się poza arenami. Wszystkie tomy serii ukazują inspirujący dla następnych pokoleń dorobek autora. Wolny od schematów, podobnie jak występy wysublimowanego George’a Besta, który grał w koszulce Manchesteru United z numerem… 7.
Książkę znajdziecie na: https://bit.ly/przemyslenia-remanent7
