Naturą piłkarską jest rozwodzenie się na temat taktyki, strategii i innych aspektów, które są niezwykle ważne w kwestii prowadzenia drużyny. Często jednak w tym wszystkim w zapomnienie odchodzi to, w jaki sposób piłkarze podchodzą do pracy, wysokich wygranych, czy tragicznych porażek. Liczymy na to, że szybko podniosą się po przegranej. Nie pytamy jednak jakie ma to znaczenie i co zrobić, aby ten proces im ułatwić. Studium przypadku Lecha Poznań odpadającego z Pucharu Polski i podnoszącego się po tej porażce, jest idealnym przykładem do podjęcia analizy pracy nad mentalem drużyny.
SPRAWDŹ NASZ POPRZEDNI ARTYKUŁ: Lech Poznań przed starciem z portugalskim gigantem ~ Jakub Ciepiela
Duński analityk
Zamierzam oprzeć moje przemyślenia na nikim innym jak aktualnie, jedynym duńskim szkoleniowcu w Ekstraklasie. Przy okazji pomeczowej konferencji, miałam szansę zapytać trenera Nielsa Frederiksena o to, aby uchylił rąbka backstage-u swojej pracy nad mentalem drużyny w kontekście ostatniej porażki w Pucharze Polski i wygranego meczu z Wisłą Kraków. Przypomnijmy, Lech Poznań dramatycznie odpadł z Pucharu Tysiąca Drużyn, po niespodziewanym poddaniu się III-ligowej Siarce Tarnobrzeg. Zaledwie 3 dni później zwyciężyli w wymagającym starciu z Białą Gwiazdą. Postanowiłam więc dopytać się trenera w jaki sposób, w tak krótkim czasie udało mu się odpracować mentalność drużyny, która wyciągnęła ich ze stanu rozczarowania do sukcesu.
Frederiksen objął rolę szkoleniowca Lecha Poznań w 2024 roku, od tego czasu zdołał zdobyć z klubem dwa tytuły Mistrza Polski, wprowadzając Kolejorza na mistrzowską drogę. Sam w sobie jest również intrygującą postacią w kontekście zarządzania ludzkim zasobem oraz kapitałem. Duńczyk nigdy nie grał w profesjonalną piłkę, a początki kariery łączył z pracą w… banku. To właśnie tam miało zrodzić się jego niezwykle analityczne i stonowane podejście do treningu oraz zarządzania. Można śmiało powiedzieć, że to trener z krwi i kości uformowany przez tabelki w Excelu i bankowe procedury.
Odporność psychiczna – klucz do sukcesu?
Do czego jest nam w ogóle potrzebna cała teoria związana z psychologią sportu? Wymieniać można tu bez liku: motywacja, określanie celów, radzenie sobie z trudnymi emocjami, współpraca i komunikowanie się ze sztabem. To wszystko jednak ma prowadzić do jednego, najważniejszego celu: bycie jak najlepszym zawodnikiem i wygrana. Tylko żeby to było takie proste. Niestety do tego nie wystarczy nam tylko masa mięśniowa i skille, których pozazdrościłby nam Zlatan Ibrahimović. Głowa pełni tak samo ważną funkcję, a w tym wszystkim warto rozróżnić dwa pojęcia resilience (ogólna odporność i elastyczność psychiczna) i bounce-back (zdolność do natychmiastowego odbicia się po kryzysie). Doskonale obrazują to słowa szkoleniowca:
„Wszystkie drużyny od czasu do czasu doświadczą słabego meczu i przegrają. Ale wtedy chodzi o to, żeby natychmiast się podnieść. Myślę, że zawodnicy mają to w sobie, a ja będę to w nich wzmacniał – tak właśnie robiłem do tej pory”.
Jak to określił Niels Frederiksen w swojej wypowiedzi bounce-back, czyli podniesienie się po porażce to jeden z kluczy sukcesu w profesjonalnej piłce. Nie ma na świecie drużyny idealnej, każda poniesie kiedyś porażkę. Co jednak odróżnia zwycięzców od przegranych? Ich odporność na zmiany, porażki. Jeśli drużyna jest zbudowana z ambitnych, dążących do celu pomimo przeszkód piłkarzy, łatwiej jest im się podnieść po nawet najgorszej stracie. To sprawia, że mogą patrzeć do przodu i skupiać się na kolejnych celach, zamiast siedzieć w dołku i opłakiwać swoją niedyspozycyjność. To niczym motywacyjna mowa Rockiego z filmu Rocky Balboa „Nie ważne jak mocno jesteś w stanie uderzyć, ważne jest to, jak przyjmujesz uderzenie i wciąż idziesz do przodu. Tak się wygrywa”. Filmowa fikcja nie powie nam jak pracować ze sportowcami, a motywacyjne cytaty roboty za nas nie wykonają. Te słowa jednak niosą ze sobą radę, w którą warto się wgłębić.
„Zanim coś osiągniesz, musisz czegoś od siebie oczekiwać.”
Ta odporność wiąże się bezpośrednio z kolejną ważną kwestią, którą wyczytujemy spomiędzy wierszy odpowiedzi Frederiksena. Podczas konferencji pomeczowej podkreślił jak ważne było wyjście z mindset-u przepełnionego goryczą, a jednym z narzędzi jest zaprzestanie wspominania w kółko tego, co się wydarzyło.
„Uważam jednak, że ważne jest również to, abyśmy nie pogrążali się w porażce ze środy, nie kręcili się w kółko, nie chodzili bez celu. Musimy się z tego wydostać. Jeśli będziemy ciągle o tym mówić i powtarzać, że to była porażka i że jesteśmy rozczarowani. Jesteśmy rozczarowani, ale nie możemy ciągle o tym mówić. Musimy iść dalej. Musimy zrobić kolejny krok”.
Jest to książkowy przykład tego, jak self-talk (dialog wewnętrzny) wpływa na sportowców oraz ich osiągnięcia. Frederiksen odwołuję się do negative self-talk. To dialog, który demotywuje, skupia się tylko i wyłącznie na porażkach i kłodach, które wpadają nam pod nogi. Jeśli piłkarz, czy cała drużyna pragną osiągnąć sukces, self-talk musi dążyć do parcia do przodu oraz wewnętrznej motywacji, do pewności, że pomimo porażki wciąż są w stanie odnieść sukces. Choć nie uważam, że trener powinien się stać wyłącznie motywacyjnym mówcą – sztuczne formułowanie haseł na niewiele nam się zda. To, co mówimy sami sobie, ma wpływ na nasze możliwości, a positive self-talk jest narzędziem, które pomaga w osiąganiu celów.
Ciągnąć za sobą ogon
Kolejne niezwykle ciekawe zjawisko wyłaniające się z wypowiedzi trenera niebiesko-białych to tak zwany efekt domina, który Frederiksen opisuje następująco:
„Chodzi więc również o to, żeby zamknąć ten rozdział i przejść do następnego zadania, bo jeśli tego nie zrobimy, ryzykujemy, że przegapimy również dzisiejszy mecz i spotkanie z Benficą, a wtedy nagle nie będzie to tylko rozczarowanie, ale, mocne rozczarowanie„.
To o czym wspomina duński szkoleniowiec to nic innego jak jedna decyzja, czy przegrana, zmieniająca diametralnie sytuację całej drużyny. Przemieniająca jedną porażkę w lawinę strat. Gdyby piłkarze poznańskiej lokomotywy po bolesnym odpadnięciu z Pucharu Polski postanowili zatopić się w smutku i ubolewać nad stratą nie byliby w stanie skupić się na kolejnych wyzwaniach. Nasz mózg posiada limity uwagi. Szczególnie w tak wymagającym sporcie, jakim jest piłka nożna, uwaga i energia skierowana na rzeczy przydatne jest kluczowa. Gdyby zawodnicy mieli wciąż w głowie środową porażkę, na niedzielny mecz wyszliby ze zwieszonymi głowami. To już na starcie stawiałoby ich w ciężkiej sytuacji. Gdyby rozgrywka z Wisłą również okazała się przegrana, wtedy zasiałyby się w ich pamięci już dwie poważne straty. I tak krok po kroku, klocek po klocku cała struktura obaliłaby się, zanim ktokolwiek byłby w stanie ją uratować.
Zmiana ramy
Do wypowiedzi Frederiksena można również dopasować reframing poznawczy. To metoda wywodząca się z terapii poznawczo-behawioralnej (CBT). Polega na świadomej zmianie sposobu postrzegania np. porażki i nadawaniu jej innego znaczenia. Analizując słowa menadżera Lecha, możemy stwierdzić, że w jego myśleniu właśnie zachodzi reframing. Nie widzi on odpadnięcia z Pucharu Polski jako kompletnej straty i okropnego ciosu dla drużyny. Frederiksen skupia się na następnym zadaniu. Traktuje przegrany mecz, jako coś, co zdarza się każdemu. Porażka jest nieuchronna. Wielu światowej sławy sportowców zwracało uwagę na wręcz konieczność odniesienia porażki. Kto nie zna reklamy „Failure” w wykonaniu Michaela Jordana? Zwraca on w niej uwagę na to ile w swojej karierze, musiał pudłować, żeby zostać najlepszym koszykarzem na świecie. Tak jak w przypadku filmu, nie możemy kierować się twórczymi wytworami marketingu. Biorąc jednak pod analizę jego postawę, stwierdzamy, że porażka dla niego to nie była ostateczność. Reframing pełni ważną rolę w zawodowym sporcie.
Trener – gość od wszystkiego czy niczego?
Zadajemy sobie pytanie, jaka w tym wszystkim jest rola trenera? Odporność psychiczna jest formowana przez osobiste doświadczenia i należy ją trenować. Nie u każdego jednak ten proces zachodzi równomiernie. Self-talk tkwi w naszej własnej głowie. A zawodnik nie zawsze jest w stanie ot, tak odciąć się od porażki. Co w takim przypadku robi trener? Tutaj Niels Frederiksen nie daje jednoznacznej odpowiedzi. Zwraca uwagę na to, że właśnie jego rola jest ograniczona. Największe znaczenie odgrywa charakterystyka piłkarzy, z którymi pracuje.
„Wydaje mi się, że bardzo często rola trenera jest nieco przeceniana. Ludzie myślą, że trener robi wszystko i wszystko zmieni. Myślę, że podstawą tego wszystkiego jest to, że mamy grupę zawodników, którzy są bardzo ambitni, oraz którzy nie znoszą przegrywać i nie mogą znieść tego, że przegraliśmy środowy mecz o puchar. Wszyscy tego nie lubimy. Zawodnicy też tego nienawidzą. Pod wieloma względami nie muszę więc robić aż tak wiele, bo sami są wściekli na siebie, a to właśnie ta złość stanowi dla nich wewnętrzną motywację”.
Tak jak wspomniałam pod pewnym względem szkoleniowiec Lecha, ma zupełną rację. Jeśli zawodnik sam w sobie nie wskrzesi tej złości i energii potrzebnej do pokonania następnej przeszkody — trener na niewiele się tutaj zda. Posiadanie ambitnych i dążących do tego, z własnych pobudek, zawodników jest dużym ułatwieniem. Czy aby na pewno jednak szkoleniowiec nie ma na nich żadnego wpływu?
Gdzie praca, pilność na straży, tam się bieda wejść nie waży.
Znów co sądzi o tym duński bohater naszego artykułu? Podkreśla to, że faktycznie w przypadkach, w których ma do czynienia z piłkarzami, którzy naturalnie sportowej złości w sobie nie mają, musi podjąć odpowiedni kroki.
„Oczywiście, jeśli uznam, że im tego brakuje, że niektórzy zawodnicy mają tego za mało, to będę na nich naciskał. Uważam, że moja rola polega raczej na tym, by stawiać wysokie wymagania i być naprawdę surowym w kwestii oczekiwań związanych z grą w tym klubie. To wielki, wielki klub z wysokimi ambicjami, w którym musimy osiągać wyniki”.
Można powiedzieć, że Frederiksen trochę naciska na ambicje swoich podopiecznych. Oczekiwania (ang. expectations) pełnią kluczową rolę w budowaniu odporności, motywacji oraz w osiąganiu sukcesów. Dzielimy je między innymi na oczekiwania wewnętrzne oraz zewnętrzne. Gdy pracujemy z piłkarzem o dużych oczekiwaniach wewnętrznych wtedy faktycznie, jak określił to Niels, praca trenera kurczy się do minimum. Zawodnik ma tę motywacyjną siłę w sobie. Sam od siebie oczekuje pracy, pasji i osiągnięcia zamierzonych celów.
Jeśli jednak zawodnik ma zbyt małe oczekiwania wobec siebie, do akcji muszą wkroczyć bodźce zewnętrzne. Zadaniem Frederiksena jest budowanie tych oczekiwań poprzez egzekwowanie dyscypliny, co sam podkreśla w swojej wypowiedzi. Lech to duży klub, z dużymi oczekiwaniami. W tak rozwiniętym środowisku ambicja i sportowa złość po przegranej powinna być dla zawodników naturalnym stanem rzeczy.
Oczywiście w zaledwie tysiąc słów nie da się ująć całego wykładu z psychologii sportu. Opisać każdej zależności, metody i sposobu na prace z drużyną. Mimo to, ta kilkuminutowa odpowiedź Nielsa Frederiksena na proste pytanie o wyjściu z porażki i poradzeniu sobie z nią daje nam ramy do analizy zachowań. Podejść, które składają się na ogólny sukces w piłce nożnej. Równie ciekawym tematem, jak praca nad drużyną jest również to jak sama postawa trenera, wpływa na zawodników i ich mentalność. W tym przypadku Niels Frederiksen jako stonowany, ale z żywiołowym zacięciem trener jest idealnym studium przypadku, nadającym się na osobną analizę.
