Wczoraj Lech Poznań rozpoczął swoje zmagania w eliminacjach do Ligi Mistrzów. Poznaniacy mierzyli się z sensacyjnym mistrzem Danii czyli AGF Aarhus. Kolejorz już w pierwszym spotkaniu postawił sprawę jasno i zagwarantował sobie solidną zaliczkę przed rewanżem w Poznaniu.
SPRAWDŹ NASZ OSTATNI ARTYKUŁ: Lech Poznań rozpoczyna walkę o Ligę Mistrzów ~ Jakub Ciepiela
Przedmeczowa gorączka
Mistrzowie Polski przystępowali do spotkania z Aarhus rozgrzani po efektownym zwycięstwie nad Górnikiem Zabrze (3:1) w Superpucharze Polski. Duma Wielkopolski do Danii przyjechała w jednym celu – wygrać mecz i odskoczyć swojemu przeciwnikowi przed rewanżem. Rywale Poznaniaków przed tym spotkaniem rozegrali cztery mecze towarzyskie, które zakończyli bilansem dwóch zwycięstw, remisu i porażki.
Pierwsza połowa
Od początku meczu można było zauważyć, że podopieczni Nielsa Frederiksena potrzebowali kilku chwil aby się zaaklimatyzować. Pierwsze 15. minut spotkania było wyrównane i obie drużyny stwarzały sobie kilka sytuacji podbramkowych. Na pewno trzeba pochwalić Duńczyków za pressing bo sprawiali tym kłopot zawodnikom Lecha. Około 30. minuty Joel Pereira po świetnym rajdzie podał do Mikaela Ishaka, a ten lewą nogą uderzył pod poprzeczkę i otworzył wynik meczu.
Po tym trafieniu rysowała się coraz większa przewaga Kolejorza. W 37. minucie walkę stoczyli Luis Palma oraz bramkarz Aarhus Jesper Hansen. Podopieczny trenera Jakoba Poulsena przegrał pojedynek biegowy z Luisem Palmą, a Honduranin nabił go, co skończyło się zagraniem ręką poza polem karnym. Wskutek tego po analizie VAR musiał on opuścić boisko. Pod koniec pierwszych 45-ciu minut bramkę dołożył jeszcze Patrik Wålemark, co w rezultacie dało Lechitom dwubramkowe prowadzenie po pierwszej połowie.
Druga część meczu
Rozpoczęcie drugiej połowy w wykonaniu Lecha było podobne jak na początku spotkania, a nawet gorzej. Już 5. minut po pierwszym gwizdku gola kontaktowego po świetnej kontrze gospodarzy zdobył Kristian Arnstad. Po tym golu drużyna Nielsa Frederiksena kompletnie się rozmontowała i była bliska straty drugiej bramki. Po wyjściu przed pole karne i wybiciu piłki przez Mateusza Lisa trafiła ona pod nogi Arnstada i gdyby nie interwencja Gurgula na linii bramkowej to Duńczyk wpisałby się po raz drugi na listę strzelców. Swojego niezadowolenia nie ukrywał trener Lecha Poznań:
„Nie byłem usatysfakcjonowany wejściem w drugą połowę. Nie wyszliśmy na boisko z odpowiednią koncentracją. Byłem zirytowany pierwszym kwadransem po przerwie. Nie było żadnego powodu, by grać w taki sposób.”
Jednak mistrz Polski szybko wrócił do ustawień fabrycznych i po kilku minutach podwyższył prowadzenie za sprawą wręcz atomowego uderzenia Terry’ego Yegbe z okolic 30-35 metra. Iworyjczyk już w swoim drugim spotkaniu wpisał się na listę strzelców. 4. minuty później dzieła zniszczenia po fantastycznym dośrodkowaniu Luisa Palmy dopełnił Wålemark zdobywając dla siebie drugiego gola w tym meczu.
Z kim zmierzą się w kolejnej rundzie?
Ostatecznie to zwycięstwo (4:1) sprawiło, że Lech zapewnił sobie ogromną przewagę przed rewanżem w Poznaniu. W przypadku wygrania tego dwumeczu Lechici w 3. rundzie el. do Ligi Mistrzów zmierzą się z triumfatorem pary KuPS i Sabah Baku, w którym gra były zawodnik Kolejorza Tymoteusz Puchacz. Pierwsze spotkanie tej pary skończyło się jednobramkowym zwycięstwem Azerów. Z tego powodu losy awansu rozstzrygną się w fińskim Kupio.
