AKTUALNOŚCIEKSTRAKLASA

To są właśnie te detale

Nieprzewidywalność w decydującym etapie sezonu, na parę kolejek przed jego zakończeniem, to główna cecha naszej Ekstraklasy. Tak też się stało w miniony weekend. Mówiąc kolokwialnie, cała elita (z wyjątkiem Śląska Wrocław), walcząca o podium i puchary koncertowo się wyłożyła. Nasuwa się więc pytanie, które gorączkowo zadaje sobie każdy szanujący się kibic – z czego wynika taki stan futbolu. I jakie detale mają na to wpływ?

To są właśnie te detale. Po ostatnich wynikach Lecha, Poznań zmaga się z epidemią migreny.
fot. Łukasz Cynalewski

Może to presja

Dość nieprofesjonalną i mało ambitną odpowiedzią jest hasło – Taki mamy klimat. W prześmiewczej odpowiedzi można usłyszeć – Tak, umiarkowany, ciepły, przejściowy. Przejściowe to mogą być najwyżej problemy wewnętrzne klubów piłkarskich, lecz gdy się kończą, w ich miejscu pojawiają się nowe. Tylko jak inaczej wyjaśnić sytuacje, gdy klub walczący o podium, przegrywa w decydujących momentach z zespołami pogodzonymi już ze spadkiem? Może to wina sytuacji finansowej albo niekorzystnych decyzji taktyczno-personalnych, może ktoś zmaga się z presją?

– Presję to może mieć pielęgniarka na onkologii – stwierdził w swojej wypowiedzi o tym zjawisku Mateusz Borek.

Mogę w stu procentach potwierdzić jego słowa. Moja mama wykonuje ten zawód i niestety nikt nie chce, zapłacić jej tak wysokich kwot, jakie co miesiąc widnieją na fakturach, wystawianych przez Patryka Klimalę. Spotkałem się odnośnie tego zawodnika i sytuacji w Śląsku Wrocław z teorią, w której to obecna forma zawodników wrocławskiego klubu, wynika z zatrważających dysproporcji pod względem wynagrodzeń. To z kolei rzutuje na motywacji i zaangażowaniu zawodników w grę. Dla mnie to byłby jasny sygnał, że nie warto wspierać owych piłkarzy, przychodząc na mecze i płacić za bilety. Dlaczego?

Płacę jak za prezydenta

Skoro piłkarze nie szanują swojego pracodawcy – Śląska Wrocław, to nie szanują zarówno współpracowników jak i kibiców, którzy w dużej mierze również są elementem tworzącym infrastrukturę klubową. Zupełnie niezrozumiałym faktem mogłoby być to, że mając, na wyciągniecie ręki, długo wyczekiwane przez wrocławskie społeczeństwo Mistrzostwo Polski, mogłoby zostać „położone” przez roszczenia finansowe. Oczywiście zgadzam się. Kontrakt Patryka Klimali jest nieproporcjonalny do jego obecnie prezentowanych umiejętności i powstał „komin płacowy”, którego wrocławski ratusz miał unikać. Jednak gdyby każdy z pracowników w jakiejkolwiek firmie i branży, zaczął zaniedbywać swoje obowiązki przez zazdrość, czy niezadowolenie z wynagrodzenia, wszyscy dostawaliby wypowiedzenia i nikt by się za nimi nie obejrzał.

Mam świadomość, że wielu piłkarzy w różnych klubach, występuje tam w roli tzw. najemnika. Mogą siedzieć na ławce rezerwowych przez cały sezon i nie angażować się w życie klubu, byle by — hajs się zgadzał. Takie przypadki są wyraźne we wszystkich klubach Ekstraklasy. Są też i tacy, po których widać pełne poświęcenie sprawie bez względu na zarobki lub nieprzedłużony kontrakt. Mówiąc o Śląsku, myślę o Piotrze Samcu-Talarze oraz Yehorze Matsence. U tej dwójki silna wola walki wyróżnia się na tle innych zawodników i starają się oni maksymalnie wykorzystać każdą szansę daną im przez Jacka Magierę.

To są właśnie te detale. Kibice Śląska Wrocław mają negatywne odczucia wobec Patryka Klimali.
fot. Paweł Relikowski

Wiecznie zmęczeni

A może to zmęczenie sezonem? No nic mnie nie… irytuje tak bardzo, jak to pytanie. Uwierzcie, to nie są goście z oldbojów, którzy przychodzą pograć na orlik raz w miesiącu z chłopakami z pracy, bo akurat żona poszła na zakupy i znaleźli czas, by wyjść z domu. Są uwarunkowani fizycznie pod względem wydolnościowym, na co pracują od najmłodszych lat. Otaczają się ludźmi od przygotowania motorycznego, którzy nie są trenerami z przypadku. Mają profesjonalne zaplecze sprzętowe, a dietetyków i psychologów pod ręką. Grają raz w tygodniu, a przy tym często nie zaliczają pełnego meczu. Niektórzy z nich wchodzą tylko na końcówki spotkań. Mają zimową, dwumiesięczną przerwę, gdzie w tym czasie większość europejskich lig nieprzerwanie rozgrywa swoje mecze.

Zmęczenie sezonem i jeszcze presja? Może to zmęczenie nie jest spowodowane treningami i rozgrywanymi meczami. Może dotyczy sfery psychicznej, bo jak mówi klasyk polskiego kina, ktoś — zapchał sobie głowę, jakimiś pierdołami o żabach. A później jest niestety efekt śnieżnej kuli, która pochłania bałwany (kluby pod wpływem „presji”), na trzy kolejki przed zakończeniem sezonu, a wystają z niej od czasu do czasu „marchewki” tak jak w poprzedniej kolejce Śląsk Wrocław.

Taktyka bipolarna

Gdzie zatem leży problem polskich zespołów? I nie mówię już o płynnej, mniej fizycznej, a bardziej taktycznej, cieszącej oko kibica grze. Teraz pół żartem. Może kluby mają za zadanie przyjmować przegraną pozycję, żeby wzbudzić w kibicach jeszcze większe emocje, którzy następnie wylewają swoją gorycz na wszelkich dostępnych platformach internetowych. I jest wtedy równie głośno, co po wygranym meczu. Może tak się stymulują i motywują. Przykładowo. Porażka Śląska z Górnikiem Zabrze, przysporzyła klubowi tyle samo nieprzychylnych komentarzy, co ostatnia wygrana z łódzkim klubem. W pierwszym przypadku dotyczyły one sromotnej przegranej i braku zaangażowania przez pewien etap meczu. Natomiast zwycięstwo z ostatnią drużyną w tabeli, odbiło się echem jako doza szczęścia, na tle pogrążonych w żałobie, niepogodzonych jeszcze ze spadkiem piłkarzy ŁKS-u. 

To są właśnie te detale . Według kibiców Legii, Dariusz Mioduski i Jacek Zieliński, powinni opuścić szeregi Wojskowych w trybie pilnym, jako winni kryzysu stołecznego klubu.
fot. Marcin Szymczyk

To są właśnie te detale

Przyczyna, dzięki której polskie, ekstraklasowe kluby przybierają niecodzienną, ale coroczną formułę przegranych-zwycięzców, jest obiektem poszukiwań piłkarskich archeologów od dawna. Jest to równie pożądane jak odnalezienie legendarnego Świętego Graala. Na tę przyczynę na pewno składa się klimat, czyli atmosfera, jaka panuje w klubach i wynikające z niej relacje międzyludzkie. Wystarczy czasem jedno złe słowo lub decyzja dotycząca pracowników, czy sytuacji, wobec których ktoś albo przechodzi obojętnie, albo działa zbyt pochopnie. Te błędy są popełniane w każdym klubie nagminnie. Często różne stanowiska kierownicze piastują osoby, niemające doświadczenia, czy też pojęcia o samym sporcie. Negatywny wpływ na zespół ma wiele aspektów. Od decyzji na szczeblu menadżerskim, po kwestie finansowe, a nawet przez nieoptymalną pogodę. A może to po prostu nasza polska mentalność jest największym przeciwnikiem w drodze po sukces? 

Czy te detale uwidocznią się jeszcze okazalej w ostatnich kolejkach walki o Mistrzostwo Polski? Komu znowu powinie się noga i jaką kto przedstawi wymówkę? Przekonamy się o tym w najbliższych tygodniach. Jedno jest pewnie – będzie się działo!

Więcej o naszej rodzimej lidze przeczytasz tutaj.

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *