W pierwszej kolejce Ekstraklasy w nowym sezonie Górnik Zabrze zmierzył się z beniaminkiem – Śląskiem Wrocław. Górnicy w nowy sezon wchodzą z dużymi ubytkami kadrowymi i przetasowaniami w składzie. Śląsk natomiast wraca na najwyższy szczebel rozgrywkowy po rocznym pobycie w 1 lidze. W poniższym artykule znajduje się relacja ze spotkania obu drużyn oraz kilka wniosków na start Ekstraklasy.
Beniaminek zaskoczył w pierwszej połowie
Od początku spotkania Górnicy wyszli na ten mecz mocno zdeterminowani. Już w 3. minucie meczu byliśmy pod polem karnym Wrocławian, ponieważ brawurową akcją popisał się Maksym Khłań. Śląsk nie przestraszył się jednak i odpowiedział akcją w 6. minucie meczu, kiedy idealnie pod polem karnym zachował się Przemysław Banaszak i wpakował piłkę do bramki Górnika. Przez następne 10 minut gra toczyła się głównie na środku boiska. Zabrzanie próbowali przebić się przez obronę Wrocławian za sprawą ukraińskiego skrzydłowego – Khłania i Ikia Dimiego. Wicemistrz Polski pierwszą dogodną sytuację wypracował sobie w 15. minucie, kiedy Kacper Urbański oddał strzał w polu karnym Śląska, ale nie trafił do bramki. Górnicy napędzali ataki swojej drużyny, ale strzały Khłania i Ikia Dimiego mijały bramkę Śląska. Drużyna z Wrocławia od zdobycia gola nie mogła zagrozić bramce Górnika do 24. minuty, kiedy dogodną sytuację do zdobycia gola miał Luka Marjanac.
Śląsk wytrzymał napór drużyny z Zabrza i wykazywał się coraz większą inicjatywą w grze. Bardzo dobrze w tym meczu spisywał się Michał Mokrzycki, który walczył o piłki na środku boiska i kierował celne podania do napastnika Wrocławian – Przemysława Banaszaka. Do końca pierwszej połowy obie drużyny stwarzały sobie sytuacje bramkowe, jednak żadna z nich nie skończyła się zdobyciem gola.
Druga część spotkania
Na początku drugiej połowy trener wicemistrzów Polski zdecydował, że występ w tym meczu zakończą Patryk Warczak i Maximilian Dietz. Za nich pojawili się Roberto Massimo i Sondre Liseth. W 55. minucie wprowadzony Liseth wybiegł na wolne pole i znalazł w polu karnym Erika Prekopa, jednak słowacki napastnik został powstrzymany przez obronę Śląska. Wprowadzone zmiany ożywiły grę Górnika, który nakręcał się z każdą następną minutą. W 59 minucie gry Erik Janża oddał mocny strzał w kierunku bramki Śląska, jednak Michał Szromnik popisał się znakomitą interwencją.
W 64. minucie na boisko wprowadzony został Taofeek Ismaheel, który zastąpił Maksyma Khłania. W Śląsku natomiast pojawił się Grzegorz Tomasiewicz, który zastąpił Michała Mokrzyckiego. Tuż po dokonanych zmianach Górnik znalazł sposób na trafienie do bramki rywala, ponieważ po strzale Urbańskiego piłka trafiła gracza Śląska – Yehora Matsenko i trafiła do bramki a kibice Górnika zostali wprawieni w euforię. Górnicy niesieni dopingiem swoich kibiców napędzali swoje kolejne ataki. Strzały Górników były jednak skutecznie blokowane przez obronę Śląska. W 76. minucie meczu statystyka rzutów rożnych wynosiła 7-4 na korzyść dla Górników. Obrona Śląska Wrocław została przedziurawiona drugi raz, krótko po tym gdy Górnicy uzyskali rzut rożny. W zamieszaniu w polu karnym odnalazł się Ikia Dimi, który strzałem w polu karnym pokonał Michała Szromnika. Śląsk nie poddawał się i próbował atakować bramkę Philippe Schulza. Tempo spotkania podobnie jak w pierwszej połowie nie uległo zmianie i obie drużyny parły na swoje bramki.
Wnioski z meczu
Do końca meczu rezultat nie zmienił się i Górnik pokonał Śląsk w pierwszej kolejce Ekstraklasy. Było to bardzo efektowne widowisko i z przyjemnością patrzyło się na grę obu zespołów. Pozytywnie zaprezentował się Śląsk, który nie przestraszył się Górnika. Takie spotkanie mogłoby być pewną wizytówką Ekstraklasy, ze względu na wynik, tempo gry i zaangażowanie obu zespołów.
Następne spotkanie Górnik rozegra w ramach eliminacji do Ligi Mistrzów w najbliższą środę z tureckim Fenerbahce. Natomiast Śląsk czekać będzie mecz z Rakowem w następną sobotę.
Liczba widzów na tym spotkaniu wyniosła 25 998 z czego około 1000 kibiców z Wrocławia pojawiło się w sektorze gości.
