AKTUALNOŚCIEKSTRAKLASA

Wielkie ambicje – fatalne wykonanie. Dlaczego w Szczecinie ciągle jest tak dobrze, a zaraz fatalnie?

Pogoń Szczecin skończyła rundę jesienną na szóstym miejscu w tabeli, co wielu kibiców w stolicy województwa zachodniopomorskiego przyjęło ze sporym rozczarowaniem. Z drugiej strony Portowcy zagrają w ćwierćfinale Pucharu Polski. Jakie są szanse na włożenie czegoś do gabloty pierwszy raz w historii klubu? Czy w Szczecinie znowu czeka wszystkich olbrzymie rozczarowanie?

 Zawodnicy Pogoni Szczecin
fot. Paweł Jaskółka

Młodzieżowe braki Dumy Pomorza

Na początku zeszłego sezonu doszło w Pogoni do dużej zmiany – po ponad 4 latach pracy w klubie, Kosta Runjaić zdecydował się na przenosiny do Warszawy, a jego następcą został dotychczasowy selekcjoner szwedzkiej młodzieżówki – Jens Gustafsson. Do Szczecina przychodził z łatką trenera, który potrafi wprowadzać do zespołu młodych zawodników, a także ich rozwijać. Na potwierdzenie tej tezy można przytoczyć pewne przykłady. To pod skrzydłami Gustafssona na wyższy poziom wszedł Marcel Wędrychowski, a przede wszystkim sprzedany latem do Salernitany Mateusz Łęgowski. Niestety poza tą dwójką nie widać następnych młodziaków wypływających z akademii do pierwszego zespołu. Wielkie nadzieje pokłada się w zaledwie siedemnastoletnim Adrianem Przyborkiem, jednak to melodia przyszłości. Jeśli chodzi o pozytywy pracy, z młodzieżą to byłoby na tyle, bo ani Mariusz Fornalczyk (sprzedany tej zimy do Korony Kielce), ani Bartosz Klebaniuk, czy którykolwiek zawodnik z akademii nie przebił się w tym czasie na stałe do pierwszej jedenastki Dumy Pomorza.

Wyczekiwany snajper z Grecji

Przez wiele lat kibice narzekali na brak klasowego snajpera. Po odejściu Adama Buksy próbowano na tej pozycji Mike Maniasa, Luke Zahovicia, Piotra Parzyszka czy Pontusa Almqvista. Żaden z nich nie dawał takiej jakości, aby w rozgrywkach ligowych strzelać regularnie powyżej 10 goli w sezonie, aż w końcu latem udało zakontraktować się Efthymiosa Koulourisa. Grecki napastnik strzelił na polskich boiskach już 8 goli i świetnie zgrywa się z Kamilem Grosickim.

Koulouris - Pogoń
fot. Głos Szczeciński

To właśnie Koulouris tchnął nadzieję w kibiców, że to może być ten sezon. W końcu na początku sezonu wszystko wydawało się funkcjonować. Trzy zwycięstwa, w tym jedno na wyjeździe w pucharach z Linfield, trzy gole „Kulu”. Pogoń wydawała się nabierać kształtu pod wodzą Gustafssona, aż przyszedł mecz z Gent, który zachwiał pewnością siebie drużyny. Każdy chyba pamięta występ Klebaniuka, który tamtym meczem spalił się na dobre. Wtedy jeszcze nikt nie przypuszczał, że pod koniec okienka trzeba będzie szukać nowego bramkarza. Wszystko, co najgorsze w tej rundzie miało jednak dopiero nadejść. Po wyjeździe do Belgii Pogoń zanotowała cztery porażki z rzędu, a w meczach z Radomiakiem, ŁKS-em, Śląskiem i Zagłębiem nie strzeliła nawet jednej bramki. Zespół znalazł się w okolicach strefy spadkowej, a w ostatnich godzinach okienka transferowego zdecydowano się na dwa ważne transfery – ściągnięto Frederika Ulvestada i Valentina Cojocaru.

Poprawiona gra i nadzieje na powrót do formy

Nowe nabytki z marszu weszły do zespołu i pomogły odnieść bardzo ważne zwycięstwo z Koroną. Szczególnie Norweg pokazał swoje nieprzeciętne umiejętności i doświadczenie na boisku. Transfer Ulvestada od razu oznaczał weryfikacje dla pozyskanego w lipcu Joao Gamboi.

Cojocaru z dobrej strony pokazał się dopiero, na wyjeździe z Cracovią. Pogoń zagrała fenomenalne spotkanie, gromiąc Pasy 5:1, a Rumun popisał się obronionym rzutem karnym. Wtedy wydawało się, że po fatalnym okresie coś drgnęło w grze Dumy Pomorza. Do końca września Pogoń przegrała jeszcze w dramatycznych okolicznościach 3:4 z Legią, a także zaliczyła najlepszy mecz w tym sezonie – rozgromiła Lecha 5:0. Seria strzelecka została przeniesiona również na mecz z Ruchem, gdzie udało się wygrać Portowcom 3:0. Na tamten moment wydawało się, że ligowe podium jest w zasięgu.  Grosicki wszedł na właściwe obroty, Ulvestad kontrolował środek pola, coraz lepiej wyglądał Vahan Bichakchyan. Niestety, dla kibiców Pogoni, nic nie trwa wiecznie, a zespół zdawał się wpadać w lekki dołek po meczu z Piastem. Do końca rundy Pogoń zdołała pokazać wszystkie swoje twarze, grając spotkania ocierające się o ideał-mecz z Rakowem. Czy także wypuszczać punkty z ręki jak w potyczkach ze Stalą czy Wartą.

Główne grzechy Gustafssona

W Szczecinie coraz więcej jest głosów o tym, że marnotrawiony jest potencjał zespołu. Pogoń stała się w ostatnim czasie symbolem piłkarskiej naiwności. Portowcom brakuje tego, co wyróżniało w zeszłym sezonie doskonały Raków, a w tym pokazuje to Śląsk. Te zespoły świetnie zarządzały meczem, potrafiły zagrać pod zwycięstwo nieważne w jakim stylu. W zespole z Pomorza zdecydowanie tego brakuje, wystarczy przytoczyć jeszcze raz mecze ze Stalą i Wartą. Głupio stracone bramki zadecydowały o tym, że Pogoni w tych meczach udało się zdobyć zaledwie punkt, mimo gry u siebie. Dorzucić do tego worka można także pucharową potyczkę z Górnikiem Zabrze. Po długich męczarniach Kamil Grosicki w końcu przełamał defensywę zabrzan, a mimo to gola w doliczonym czasie gry zdobył Musiolik-do awansu potrzebna była dogrywka.

Jens Gustafsson - Pogoń
fot. Imago / Krzysztof Cichomski / NEWSPIX.PL

Pucharowe nadzieje na pierwsze trofeum

Mimo średniej postawy w lidze ciągle są szanse na włożenie czegoś do gabloty. Zadanie nie będzie jednak łatwe, bo Portowcy pod koniec lutego zmierzą się w Poznaniu z Lechem. Niewiadomo jak zagra Kolejorz pod wodzą Mariusza Rumaka. Jednak wciąż należy pamiętać, że ostatni raz Pogoń zwyciężyła w Poznaniu jeszcze w czasach pandemii COVID–19, kiedy to rozgromili poznaniaków 4-0. Od tamtej pory w Poznaniu, Pogoń zanotowała dwa remisy (1:1 i 2:2). Mecze obu drużyn w ostatnim czasie wypadają jednak na korzyść Portowców. Bowiem, do jesiennego meczu w Szczecinie, w siedmiu poprzednich meczach gospodarze nie wygrali ani razu.

Pogoń-Grosicki
fot. pogonszczecin.pl

Jakie są zatem szanse Pogoni na zdobycie Pucharu Polski? W Szczecinie da się usłyszeć, że będzie to mecz sezonu, ponieważ po przegranym ćwierćfinale może się okazać, że nie będzie już o co walczyć. Natomiast na piłkarzach Lecha, może ciążyć mniejsza presja ze względu na korzystniejszą sytuację w ligowej tabeli.

Udostępnij

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *